Rafis urywa punkty Edukacji, pierwsza porażka Victorii

W poniedziałek rozegrano 14-te starcie pomiędzy Rafisem i TEB Edukacją. Mecz pomiędzy aspirującymi do medali drużynami dostarczył sporo emocji i zakończył się podziałem punktów. W innym spotkaniu Cybermachina uporała się wreszcie z GDA i poprawiła kiepski bilans w starciach z tym rywalem. Ważnym wydarzeniem poniedziałku była pierwsza porażka Victorii, która uległa łapiącym wiatr w żagle Browarom Hills. W meczu na szczycie Ligi D2 pomiędzy Rodziną Królewską a Szopenami Futbolu padł remis.

Co się wydarzyło?

Dobre widowisko oglądaliśmy na początek zmagań w Lidze A. W pierwszym meczu Cybermachina mierzyła się z GDA Investment. Do tej pory Cyber zupełnie nie wiodło się w starciach z drużyną Gęgotka, która wygrała sześć z siedmiu rozegranych meczów. Tym razem jednak stało się inaczej, choć był moment, w którym mogło się wydawać, że klątwa zostanie podtrzymana. Mimo, że spotkaniu od początku toczył się w niezłym tempie i stało na wysokim poziomie, pierwszego gola zobaczyliśmy dopiero w 21 minucie. Wtedy to Cybermachina wyszła na prowadzenie i worek z bramkami się rozwiązał. Jeszcze przed przerwą byliśmy świadkami trzech trafień i Cyber schodziła na zmianę stron prowadząc 3:1. W drugiej odsłonie szybko odskoczyła na dystans trzech goli, jednak kilka minut dekoncentracji sprawiło, że GDA w ciągu 10 minut odrobiło całość strat i mieliśmy remis 4:4. Ostatecznie jednak pościg zawodników w białych koszulkach nie zakończył się happy endem, a dzięki bramkom Markowskiego i Górala po trzy oczka sięgnęła Cybermachina wygrywając 6:4. To już czwarta porażka GDA w pięciu rozegranych spotkaniach, z kolei Cybermachina wygrała drugi raz wiosną. W drugim spotkaniu Asy NH, które w poprzedniej kolejce pokonały Bad Boys mierzyły się z Mazi Teamem, który w ostatnich dwóch spotkaniach poniósł dwie wysokie porażki. Sytuacja powtórzyła się także w poniedziałek, bo mimo obecności Polańskiego (pierwszy mecz w sezonie) zespół w fioletowych koszulkach uległ wyraźnie. Nie mogło być jednak inaczej, bo Asy w tym spotkaniu były po prostu lepiej dysponowane, a do tego Mazi Team, gdy jeszcze wynik nie był rozstrzygnięty, zmarnował w pierwszej połowie rzut karny, który obronił Osiecki. Do przerwy “Biali” prowadzili 3:1, w drugiej połowie potrzebowali 10 minut na rozwiązanie worka z bramkami, jednak, gdy on się już otworzył, w ciągu czterech minut Asy zdobyły 4 gole i pozbawiły rywali złudzeń. Ostatecznie zespół Dariusza Nowaka wygrał 9:2 i zajmuje pozycje wicelidera tabeli. W ostatnim meczu Ligi A po raz 14-ty spotkały się ze sobą ekipy Rafisu oraz TEB Edukacji. Obie drużyny przystąpiły do tego spotkania z wiarą w zwycięstwo. Zespół z Kazimierzy Wielkiej w odmłodzonym i wzmocnionym składzie chciał nawiązać do czasów, gdy był w stanie urywać punkty Edukacji. TEB z kolei nie chciał sobie pozwolić na drugą w sezonie porażkę, która znacząco utrudniłaby walkę o kolejny tytuł. Spotkanie nie zawiodło, stało na wysokim poziomie, a zawodnicy obu ekip wykazywali się dużymi umiejętnościami technicznymi. W pierwszej połowie lepsze wrażenie sprawiał Rafis, który jednak miał kłopot z tym, by dobre wrażenie przełożyć na gole. W efekcie ta część gry zakończyła się remisem 1:1. W drugiej części szybko dwubramkowe prowadzenie objął TEB, a w Rafisie momentami można było zaobserwować zrezygnowanie po nieudanych akcjach, a w innych fragmentach determinację. Huśtawka nastrojów trwała przez całą drugą połowę, bo gdy Rafisowi udało się doprowadzić do remisu, to po chwili Edukacja znów była na prowadzeniu. Gdy w 50 minucie TEB strzelił gola na 5:4 wydawało się, że znów będzie górą, jednak ostatnie słowo należało do Rafisu, który tuż przed końcowym gwizdkiem doprowadził do remisu. Warto odnotować bardzo dobre zawody między słupkami “Błękitnych” Arkadiusza Hajduka, który wielokrotnie ratował ryzykujących coraz więcej kolegów z pola i nie dał rywalom odkskoczyć na bezpieczny dystans.

Nowy tydzień w Lidze B1 otworzyło spotkanie KPPNu z Amber. Przez pierwszy kwadrans spotkanie toczyło się w spokojnym tempie, było wyrównane, a delikatna przewaga była po stronie Amber. W pewnym momencie gracze tej drużyny wrzucili jednak wyższy bieg i w krótkim odstępie czasu strzelili dwie bramki. Na odpowiedź KPPNu nie trzeba było jednak długo czekać i pierwsza część gry zakończyła się prowadzeniem Amber 2:1. Po zmianie stron szybko padły dwa kolejne gole dla faworyta. Początek drugiej odsłony był przełomowym momentem tego spotkania. Stracone bramki nieco podcięły skrzydła zawodnikom KPPN. Starali się oni jeszcze odwrócić losy rywalizacji, jednak Amber miało wszystko pod pełną kontrolą i bez problemów dowiozło wygraną do końcowego gwizdka. Po przerwie bardzo dobrze układała się współpraca pomiędzy dwójką atakujących Maciej Banaś - Michał Ścieszka, którzy byli głównymi architektami tego zwycięstwa. W drugim spotkaniu Valposiano mierzyło się z TEB Edukacją B. Spotkanie od początku toczyło się w niezłym tempie - młodzi gracze TEBu B byli w tym spotkaniu bardzo ruchliwi i starali się nakręcać tempo. Valposiano starało się dotrzymywać kroku i także zostawiało na boisku sporo zdrowia. Być może jednak właśnie to zdrowie zadecydowało o końcowym wyniku, bo choć przez ponad pół godziny “Niebiescy” toczyli równy bój (do 34 minuty utrzymywał się remis 2:2), to w końcówce spotkania Edukacja B uzyskała już znaczącą przewagę punktując rywali i zdobywając kolejne gole. Koniec końców drugim zespół TEB odniósł pewne zwycięstwo - w ostatnich 16 minutach zawodnicy w czerwonych koszulkach trafili do bramki Cerazego pięciokrotnie i ostatecznie zwyciężyli 7:2, dzięki czemu przesunęli się górne rejony klasyfikacji. W kończącym poniedziałkowe zmagania meczu Black Hawks - Piomet AMR od pierwszej minuty wyraźną przewagę uzyskała druga z wymienionych ekip. Gracze Piometu nie zamierzali czekać na to, co zrobi rywal i sami ruszyli do ofensywy. Na bramkę “Czarnych Jastrzębi” sunął atak za atakiem, ale długo nic nie chciało wpaść. Były słupki, poprzeczki, ale piłka nie chciała wylądować za nic w siatce. Dopiero w 13. minucie udało się otworzyć wynik spotkania. Było to preludium do dalszych wydarzeń. Piomet w krótkim odstępie czasu strzelił trzy kolejne bramki i pod koniec pierwszej połowy był na komfortowym prowadzeniu. Wysoki wynik sprawił jednak, że w jego szeregach wdarło się roztargnienie i chaos w obronie. Wykorzystało to Black Hawks, które zdobyło dwa gole i miało kilka okazji na strzelenie bramki kontaktowej. Przerwa dobrze zrobiła Piometowi, który po zmienie stron uspokoił grę i ugasił pożar. W drugiej połowie jego przewaga była wyraźna, a na dodatek udało się ją dokumentować kolejnymi trafieniami. Kilka goli straconych w końcówce nie wpłynęło na końcowe rozstrzygnięcie, a wygrana Piometu ani przez chwilę nie była zagrożona. Kolegów z Piometu wspierał zza linii końcowej zmagający się z poważną kontuzją Grzegorz Piórecki. Jego obecność okazała się szczęśliwa i na pewno pomogła w odniesieniu zwycięstwa. Grześkowi życzymy powrotu do zdrowia i na FLSowe boiska.

Poniedziałkową serię gier w Lidze C1 otwierało starcie ABB z Bandą Pycholi. Trzeba przyznać, że obie ekipy zaserwowały widowisko naprawdę wysokich lotów. Mecz był toczony w bardzo szybkim tempie. Jedni i drudzy dużo grali piłką, przeprowadzili sporo ciekawych, kombinacyjnych akcji. Nie było mowy o odpuszczaniu, a walka odbywała się o każdy skrawek boiska. Do przerwy był wynik 2:1, a ABB tuż przed gwizdkiem wyszło na prowadzenie. Do rozstrzygnięcia tej rywalizacji było jednak jeszcze daleko, tym bardziej że tuż po zmianie stron Banda Pycholi wyrównała. Na kolejne bramki musieliśmy czekać niemal kwadrans, ale nie oznacza to, że w tym okresie brakowało sytuacji. W końcówce sporo było nerwowości, a spotkanie się zaostrzyło. Lepiej w takich warunkach odnalazł się zespół ABB, który po końcowym gwizdku mógł cieszyć się z drugiej wygranej w sezonie. Zwycięstwem pożegnał się zatem z drużyną Iago Barros, a po końcowym gwizdku miało jeszcze miejsce pamiątkowe zdjęcie całej ekipy ABB. W drugim meczu Żubry mierzyły się z Aptivem. Spotkanie świetnie ułożyło się dla graczy w czarnych koszulkach - szybka żółta kartka dla bramkarza Żubrów i gol zdobyty w przewadze pozwoliły w dalszej części meczu grać spokojniej. Aptiv prowadził, ale nie poszedł za ciosem. Ogólnie mecz w pierwszej części nie zachwycał, a zbyt wielu klarownych okazji do zdobycia goli nie mieliśmy. Tuż przed przerwą Żubry jednak doprowadziły do remisu. Być może to trafienie sprawiło, że w drugiej odsłonie obie drużyny zagrały bardziej ofensywnie i akcji z obu stron było już więcej. Skuteczni byli tylko jednak gracze wyżej notowanego Aptivu, którzy też tych okazji stwarzali sobie więcej, szybko wyszli na pewne prowadzenie. Ostatecznie “Czarni” zdobyli 6 goli z rzędu, a mecz zakończył się ich zwycięstwem 7:2, co pozwoliło utrzymać się w ścisłej ligowej czołówce. W ostatnim spotkaniu Różowe Pantery zmierzyły się z Astorem. Po ostatniej wygranej z Żubrami można było się spodziewać, że Pantery zrobią wszystko, aby udowodnić, że nie był to przypadek. Wskazywał na to początek spotkanie, kiedy to zawodnicy w różowych koszulkach z animuszem ruszyli na przeciwników, szybko wychodząc na prowadzenie. Astor nie czekał jednak zbyt długo na odpowiedź. Niewiele czasu oddzielało z resztą aż trzy kolejne bramki tej drużyny, dzięki czemu po nieco ponad kwadransie gry była ona na prowadzeniu 3:1. W końcówce pierwszej części gry Pantery zaliczyły jeszcze trafienie kontaktowe, ale ostatnio słowo należało jednak do Astora, który tuż przed kończącym tę część zmagań gwizdkiem strzelił na 4:2. Po zmianie stron dysponujące skromnym składem Różowe Pantery jeszcze raz ruszyły do ataku i w 32. minucie ponownie zmniejszyły dystans do jednego trafienia. Chciały pójść za ciosem i dążyły usilnie do wyrównania. Zaangażowanie w ofensywę sprawiło jednak, że slabo zabezpieczone były tyły. Było to wodą na młyn dla graczy Astora, którzy wykorzystywali nadarząjące się okazje i strzelili kilka goli po szybko wyprowadzonych kontratakach. Ostatecznie Astor zwyciężył wysoko i w dalszym ciągu utrzymuje się w ścisłej czołówce Ligi C1.

W pierwszym meczu rozegranym w Lidze C2 naprzeciw siebie stanęły ekipy BiegunSport oraz C.F. VilaNova. Faworytem do wygranej był drugi z wymienionych zespołów, ale nie miał on łatwo i długo sprawy nie układały się do końca po jego myśli. Co prawda VilaNova miała przewagę i częściej dochodziła do sytuacji bramkowych, ale BiegunSport umiejętnie się bronił i niemal do samego końca spotkania pozostawał w grze. Pierwsza połowa toczyła się w szybkim tempie i zakończyła się prowadzeniem VilaNovy 2:0. Po zmianie stron BiegunSport błyskawicznie złapał kontakt i zanosiło się na nie lada emocje w tej części gry. I rzeczywiście tak było. Temperatura drugich 25 minut była naprawdę wysoka. VilaNova co prawda była na prowadzeniu, ale cały czas czuła na plecach oddech zawodników BiegunSport, którzy nie ustawali w dążeniu do odrobienia strat. Sytuację powinien uspokoić piękny gol Goncalo Ferreiry z rzutu wolnego, jednak rywale błyskawicznie odpowiedzieli. Ostatnie słowo należało jednak do VilaNovy, która w samej końcówce zadała jeszcze jeden cios i ostatecznie zwyciężyła 4:2. W toczonym równolegle spotkaniu rozpędzone w ostatnim czasie Browary Hills mierzyły się z niepokonaną jak dotąd Victorią. Mecz toczony był w intensywnym tempie, dzięki czemu od pierwszej do ostatniej minuty mógł się podobać. Praktycznie od samego początku lepiej prezentowały się gracze Browarów, których poczynaniami za linii końcowej dyrygował Jakub Grudzień, który z powodu kontuzji po raz kolejny wystąpił w roli kierownika drużyny. Gra Browarów było poukładana i nie było w niej przypadku. Zespół ten grał niezwykle uważnie w tyłach i rozbijał zdecydowaną większość ataków rywali. Jeśli chodzi o atak to nastawiony był przede wszystkim na szybkie kontrataki. Pierwsza część zmagań zakończyła się skromnym prowadzeniem Browarów. Po zmianie Victorii udało się wyrównać, ale z dobrego wyniku nie cieszyła się zbyt długo. Rywale w krótkim odstępie czasu zdobyli bowiem trzy bramki i stało się jasne na czyje konto powędruje komplet punktów. To był prawdziwy nokaut, który przesądził o losach rywalizacji. Victoria przez ostatnie minuty starała się coś zmienić, atakowała, ale waliła głową w mur i jej zawodnicy musieli się pogodzić z pierwszą porażką w sezonie wiosennym.

W pierwszym meczu Ligi D1 przełamania i pierwszych punktów szukała druga drużyna Asów NH, która jednak miała utrudnione zadanie, bo na spotkanie z Whisky z Colą przybyli w 6-osobowym składzie. Od poczatku starcia to Whisky z Colą było stroną dyktującą warunki gry i stwarzającą sobie więcej okazji, jednak należy też zwrócić uwagę na dobrą postawę ich bramkarza Whisky, który w pierwszej połowie nie dał się pokonać ani razu, a czyste konto utrzymywał przez prawie 40 minut. Skapitulował dopiero wtedy, gdy jego drużyna prowadziła 5:0. Nie znając wyniku, można byłoby sądzić, że na prowadzeniu są Asy, bo w ekipie Whisky raz po raz dochodziło do kłótni i wzajemnych pretensji o kolejne niewykorzystane sytuacje lub niedokładne podania. Te nieporozumienia nie przeszkodziły jednak w odniesieniu pewnego zwycięstwa. Whisky z Colą wygrało 6:3 mimo absencji swojego kapitana Adriana Pompy, który zza linii obserwował poczynania kolegów. W drugim spotkaniu będące w czołówce Dream Crushers mierzyło się z Adgosklepem, który wygrywając poniedziałkowy mecz mógł doskoczyć do drużyn walczących o medale. Starcie jednak nie układalo się po myśli zawodników w granatowych koszulkach, bo od początku do ataku rzucili się zawodnicy DC. Pozytywne dla zespołu Adriana Sikory było jednak to, że Dream Crushers nie byli w swoich poczynaniach skuteczni, co pozwoliło utrzymywać się w grze o punkty rywalom (do przerwy remis 1:1). Zespół Mateusza Skrzyszowskiego na drugie w meczu prowadzenie wyszedł po pół godzinie gry, jednak ze słabą skutecznością uporał się dopiero w końcówce, kiedy to zdobył cztery gole w przeciągu ostatnich 8 minut gry. Ostatecznie Dream Crushers zwyciężyli 6:1 i znajdują się na pozycji lidera Ligi D1.

W pierwszym meczu Ligi D2 nie miała łatwego zadania ekipa Black Label, która przystępowała do poniedziałkowego spotkania osłabiona, a do tego rywalem była rozpędzona ekipa Apollo 30, która w minionym tygodniu pewnie rozprawiła się niepokonanym wówczas Płaszowem. Zawodnicy w czerwonych koszulkach i tym razem nie mieli większych problemów z odniesieniem zwycięstwa, bo choć rywalom walki odmówić nie można, to jednak mieli tego dnia za mało atutów, by zagrozić Apollo. Jednym z atutów BL był bez wątpienia bramkarz tej drużyny, który wielokrotnie ratował drużynę przed utratą gola, a czyste konto zachował przez 17 minut. Wtedy to skapitulował po raz pierwszy, a gol strzelony przez Ostrowskiego zapoczątkował najciekawszy fragment meczu. W ostatnich 8 minutach padło bowiem 5 goli, a Black Label szybko odpowiadało na bramki nr 2 i 3 Apollo 30. W drugiej połowie choć przez pewien czas przewaga bramkowa “Czerwonych” była minimalna, można było odnieść wrażenie, że drużyna ta ma mecz pod kontrolą. Końcówka zawodów to potwierdziła, a opór BL został złamany na dobre. Ostatecznie faworyt zwyciężył 6:2 i awansował na pozycję lidera Ligi D2. Bardzo emocjonujące było drugie spotkanie pomiędzy Rodziną Królewską i Szopenami Futbolu. Intensywnością i zwrotami akcji z tego jednego starcia spokojnie można by było obdzielić kilka innych meczów. Wszystko rozpoczęło się po myśli Rodziny Królewskiej, która już w jednej z pierwszych akcji wyszła na prowadzenie. Odpowiedź ze strony Szopenów nadeszła jednak błyskawicznie. Przez całą pierwszą połowę walka była niezwykle wyrównana i ta część gry zakończyła się remisem 2:2. Cieżko było zatem przewidywać, kto wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko. Początkowe fragmenty drugiej części zmagań to duża przewaga Rodziny, udokumentowana trzema bramkami. Niekorzystny obrót spraw i wynik 2:5 w żadnym wypadku nie zniechęcił Szopenów, którzy w dalszym ciagu dążyli do wyrównania. Ostatecznie dopięli swego i na niespełna dwie minuty przed końcem doprowadzili do stanu 6:6. Więcej goli w tym meczu już nie padło i obie drużyny po raz pierwszy w sezonie podzieliły się punktami.

Nowy tydzień w Lidze E1 rozpoczął się od starcia UBSu Kraków z FC Admind. Od początku dała się zauważyć duża przewaga pierwszej z ekip, której starania długo jednak nie przynosiły pożądanego rezultatu. FC Admind został zepchnięty do defensywy, ale dzięki umiejętnej obronie długo utrzymywał się w grze. Jakość piłkarska i umiejętności taktyczne były po stronie UBSu, jednak rywale pokazywali ambicję, charakter i duże zaangażowanie. Jedyne bramki w pierwszej połowie padły w przeciągu niespełna 60 sekund i po 25 minutach był remis 1:1. Po zmianie stron mur obronny FC Admind padł. UBS już na samym początku drugiej odsłony zdobył trzy gole i mógł odtąd spokojnie kontrolować przebieg boiskowych wydarzeń. Ostatecznie zwyciężył zdecydowanie, a dzięki wygranej wskoczył na pierwszej miejsce w tabeli. Po UBSie i FC Admind na murawę wybiegły ekipy Husarii Kraków oraz Nic się nie stało. Spotkanie to przez zdecydowaną większość czasu było niezwykle wyrównane, chociaż końcowy wynik może temu zaprzeczać. Fakty są jednak takie, że żadnej ze stron nie udało się na dłużej przejąć inicjatywy i narzucić swojego stylu gry. Okazje było po jednej i drugiej stronie, z tą różnicą, że Husaria miała po swojej stronie skuteczność. Próbującym odrobić straty zawodnikom Nic się nie stało zbyt często się spieszyło, przez co notowali oni sporo strat. Sytuacje były, ale brakowało goli. Ich strzały trafiały albo w obrońców Husarii, albo wędrowały poza światło bramki. Ostatecznie przegrali po raz drugi w trwającym sezonie. Nie pomógł żywiołowy i głośny doping młodego kibica, który mimo niekorzystnego rezultatu nie ustawał w zagrzewaniu ich do walki. Świetnie układa się ten sezon dla debiutującej w FLS ekipy Flamingo FT. Zespół ten odniósł w poniedziałek swoje czwarte z rzędu zwycięstwo i pozostaje jednym z trzech zespołów z kompletem zwycięstw. Rywalem było wczoraj OREO, które ciągle czeka na pierwsze wiosenne zwycięstwo. Przed spotkaniem jasne było, że zawodników w czarnych koszulkach czeka ciężkie zadanie sforsowania szczelnej defensywy przeciwników. I choć ta sztuka raz się OREO udała, to było to za mało, by myśleć o zwycięstwo. Flamingo przez cały mecz grało konsekwentnie, spokojnie od tyłu rozgrywało piłke i nie dawało szans na rozwinięcie skrzydeł przeciwnikom. A ci wynik meczu ustalili jeszcze w pierwszej połowie. Nieco po upływie kwadransa objęli dwubramkowe prowadzenie, a gdy w 20 minucie rywal złapał kontakt, już w następnej akcji odpowiedzieli odzyskując dwie bramki przewagi. Potem w protokole dopisana została już tylko jedna, kartkowa pozycja. Flamingo wygrało więc 3:1 i w dobrych nastrojach spędzi Święta.

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: rozmiary wygranej Browarów Hills z Victorią

Ciekawostki

  • Black Hawks stracili dwucyfrową liczbę goli po raz pierwszy w swojej historii
  • W meczu z Rafisem mecz nr 100 w Futbolowej Lidze Szóstek rozegrał Tomasz Kawa z TEB Edukacji
  • Bramka Macieja Banasia z 19. minuty starcia z KPPN była 250. golem tego zawodnika w FLS
Last modified on wtorek, 16 kwiecień 2019 13:45
(0 votes)