Niespodziewany wynik Grande Bande i Asów, czwarte zwycięstwa liderów

Drugi dzień 4. tygodnia rozgrywek to 18 spotkań rozgrywanych na boiskach Hutnika i Com-Com Zone. Kilka konfrontacji zakończyło się niespodziewanym rezultatem. Należało do nich między innymi spotkanie Asów NH z Pink Bowling, w którym to zespół Dariusza Nowaka nie pozostawił nawet najmniejszych złudzeń swojemu rywalowi, wygrywając z nim stosunkiem 10:0. Podobnie ciekawe rozstrzygnięcie padło w starciu Ligi C1, w którym Grande Bande pokonało bez straty gola Apollo 30. W innym spotkaniu tej grupy Banda Pycholi pozwoliła dogonić się zdeterminowanemu Shamrockowi, który w końcówce wyszarpał remis. W Lidze B1 zespół AS Maestro wysoko pokonał Prawdziki, które mimo rozmiarów rezultatu - były równorzędnym rywalem. Czwarte zwycięstwa w sezonie w swoich meczach odniosły natomiast Krupiński Pompy, KS Klub Sportowy i Despero.

Co się wydarzyło?

Asy NH były przed pierwszym gwizdkiem faworytem spotkania z Pink Bowling, ale chyba nikt nie spodziewał się aż tak jednostronnego pojedynku. Mecz toczył się w zasadzie tylko do jednej bramki, co dobitnie pokazuje końcowy rezultat. Asy od pierwszego gwizdka prezentowały się zdecydowanie lepiej od swoich rywali. Były przede wszystkim dobrze poukładane w każdej formacji i wszyscy obecni na boisku zawodnicy doskonale wiedzieli co mają robić. Szczelna obrona i dobrze dysponowany między słupkami Piotr Osiecki skutecznie neutralizowali wszelkie zagrożenie ze strony Pink Bowling. Jednak to graczom ofensywnym Asów należą się największe słowa uznania. W ich poczynaniach dużo było jakości, finezji, grali kombinacyjnie i często nieszablonowo. Do tego doszła wysoka skuteczność pod bramką Pinków. To wszystko złożyło się na efektowną, dwucyfrową wygraną. Zawodnicy Pink Bowling starali się co prawda odgryzać i nie można powiedzieć, że byli jedynie biernymi obserwatorami tego spektaklu, ale z tak dysponowanym przeciwnikiem nie mieli po prostu większych szans. Zdecydowane zwycięstwo odniosła Stomatologia Stupka, która mierzyła się z Amber. Od pierwszej minuty gracze Stomatologii narzucili bardzo wysokie tempo. Stosowali wysoki pressing, z którym w żaden sposób nie mogli sobie poradzić rywale. Często gubili się oni w obronie, popełnili mnóstwo błędów, w związku z czym bramkarz praktycznie co chwilę musiał wyciągać piłkę z siatki. Gra Stomatologii w pierwszej części meczu naprawdę mogła się podobać. Nieustające, huraganowe ataki pozwoliły jej już po kilku minutach odskoczyć na bezpieczny dystans. Zespół ten w pierwszej połowie był tak rozpędzony i skuteczny, że można się było zastanawiać, czy nie będziemy świadkami rekordowej wygranej na poziomie Ligi A. Po zmianie stron mistrz FLS spuścił jednak zdecydowanie z tonu. Więcej było w jego grze zabawy niż dążenia do zdobywania kolejnych bramek. Rozluźnione w dodatku zostały szyki w obronie, co pozwoliło Amber na strzeleniu kilku goli i poprawę w pewnym momencie wybitnie niekorzystnego wyniku.

Jako pierwsze z Ligi B1 wybiegły na murawę ekipy Radki oraz CA Sharks. Bardzo przyjemnie patrzyło się na ten otwarty, szybki, zacięty mecz, toczony jednak w duchu fair-play. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do “Rekinów”, które były bardzo konkretne w swoich poczynaniach i szybko odskoczyły rywalom na bezpieczny dystans. Po zmianie stron gra Radki wyglądała już zdecydowanie lepiej. Zespół ten osiągnął dużą przewagę i praktycznie nie schodził z połowy CA. Rywale bronili się jednak na tyle umiejętnie, że ich wygrana nie była zagrożona, chociaż w pewnym momencie goniąca wynik Radka złapała kontakt. Gracze CA skoncentrowali się przede wszystkim na obronie rezultatu. Postawa Radki sprawiła, że w ataku byli mało widoczni i ograniczyli się w zasadzie tylko do sporadycznych kontr, które jednak sprawiały obronie rywali sporo problemów. Dobra i skuteczna gra w ataku w pierwszej oraz umiejętna obrona w drugiej połowie wystarczyły do odniesienia drugiego zwycięstwa w sezonie. W drugim spotkaniu AS Maestro w końcu się przełamało i pokonało Prawdziki. Końcowy rezultat może na to nie wskazywać, ale mecz ten miał niezwykle wyrównany przebieg. Naprzeciw siebie stanęło dwóch równorzędnych przeciwników. AS Maestro wygrał głównie dzięki lepszej organizacji. Zwłaszcza funkcjonowanie formacji defensywnej tej drużyny mogło się podobać. Z kolei ofensywa była oparta przede wszystkim na poczynaniach dobrze dysponowanego, szybkiego i często nieuchwytnego dla przeciwników Filipa Zająca. On i koledzy zdobyli w sumie pięć bramek i odnieśli, jakby na to nie patrzeć, efektowne zwycięstwo. Prawdziki na tak wysoką porażkę jednak nie zasłużyły. Przez całe 50 minut toczyły z ASM wyrównany bój. Przegrały, ponieważ ich grze często brakowało dokładności. Starały się odgryzać, atakować i gonić wynik, jednak zbyt często w decydujących momentach to ostatnie podanie nie docierało do adresata. Prawdziki przegrywają drugi kolejny mecz, jednak po końcowym gwizdku w ich obozie nastroje mimo wszystko dopisywały. W końcu sześć punktów w czterech meczach to jak na beniaminka ciągle całkiem niezły wynik.

Naprawdę trudne warunki postawiła Grupa Partner w pierwszej połowie Kadrze GAP. Mecz był w tej części spotkania niezwykle wyrównany, a gra toczyła się akcja za akcję. Najlepiej czujący się z piłką przy nodze Gapowicze nie mogli w żaden sposób narzucić swojego stylu gry. Rywale skutecznie im to utrudniali i sami starali się stworzyć coś w ofensywie. Naszym zdaniem kluczowa dla losów tej rywalizacji była ostatnia akcja pierwszej odsłony, kiedy to po ładnej akcji na prowadzenie wyszła Kadra. Gol ten dodał jej pewności siebie, a dobrze do tego momentu wyglądającym zawodnikom Grupy Partner wyraźnie podciął skrzydła. Druga połowa była już typowa w wykonaniu Kadry. Zespół ten osiągnął sporą przewagę w posiadaniu piłki i spokojnie konstruował kolejne ataki. Można powiedzieć, że po prostu grał swoje. Imponować mogła wymienność pozycji, a także szybkość oraz dokładność podań. Z biegiem czasu w poczynania Grupy zaczęła się wdawać nerwowość, przez co jej zawodnicy zaczęli popełniać sporo błędów w defensywie oraz przy wyprowadzaniu piłki. Ułatwiało to zadanie przeciwnikom, którzy skrupulatnie powiększali swoją przewagę i już bez większych problemów dowieźli wygraną do końcowego gwizdka. Świetne i trzymające w napięciu do końcowego gwizdka widowisko stworzyły ekipy Weldbudu oraz Czyżyn. Mecz toczony był w szybkim tempie i nie brakowało w nim ciekawych akcji. Co prawda to zawodnicy Czyżyn jako pierwsi wyszli na prowadzenie, ale korzystnym rezultatem nie nacieszyli się zbyt długo. Weldbud błyskawicznie bowiem odpowiedział i już do końcowego gwizdka ani razu nie był zmuszony do ponownej pogoni za wynikiem. W drugiej połowie gra w dalszym ciągu była bardzo wyrównana, jednak zarysowała się delikatna przewaga Weldbudu. Mimo tego dopiero w ostatnim kwadransie przechylił on szalę wygranej na swoją korzyść. Dobrze wyglądała zwłaszcza komunikacja graczy Weldbudu, którzy często podpowiadali sobie jak mają się ustawić. Rywalom nie można odmówić ambicji i zaangażowania, jednak okazało się to niewystarczające, a do zdobycia punktów zabrakło przede wszystkim skuteczności. W ostatnim meczu Ligi B2 zespół Krupiński Pompy był zdecydowanym faworytem w starciu z Comarchem. Zespoły przystępowały do tego spotkania będąc na przeciwległych biegunach, ponieważ Pompy do tej pory wszystko wygrywały, Comarch natomiast odwrotnie - wciąż pozostawał bez punktu. Nie od początku wygrana Pomp wydawała się być tak oczywista, jak w przedmeczowych zapowiedziach. Wyżej notowany zespół otworzył co prawda wynik spotkania, ale skromna zaliczka utrzymywała się przez większość meczu. Jedni i drudzy grali w bardzo szybkim tempie, które z czasem zaczęło nieco siadać i pojawiło się wiecej niedokładności. Do wyrównania doprowadził dobrze spisujący się Comarch, ale nie starczyło mu sił na dowiezienie dobrego rezultatu. Pompy w końcówce wrzuciły 5. bieg i zdobywając 3 gole ostatecznie zdobyły upragnione zwycięstwo. Wynik 4:1 nie oddaje jednak przebiegu meczu. Przy odrobinie szczęścia gracze S.A. mogli pokusić się o zdobycie pierwszego punktu jesienią. Tymczasem to Krupiński z kompletem punktów wędruje na pozycję lidera.

Dość nieoczekiwanym triumfatorem pierwszego wtorkowego starcia w Lidze C1 okazała się ekipa Grande Bande, która pokonała Apollo 30. I to w dodatku zachowując czyste konto, co w przypadku GB jest naprawdę rzadką sprawą. Sam mecz toczył się przede wszystkim w środkowej strefie boiska. Dużo było walki, ale żadnej ze stron nie udało się na dłużej niż kilka minut przejąć inicjatywy. Jedni i drudzy mieli pewne problemy ze stwarzaniem sobie klarownych sytuacji pod przeciwną bramką. Nie brakowało za to strzałów z dystansu, które jednak lądowały poza światłem bramki lub bez większych problemów radzili sobie z nimi bramkarze obu ekip. O wygranej Grande Bande zdecydował początek drugiej odsłony spotkania. W niespełna pięć minut zespół ten, za sprawą Dawida Kopińskiego, zdobył dwie bramki, które okazały się dla losów tej rywalizacji rozstrzygające. Pomimo okazji z obu stron więcej goli w tym spotkaniu już nie padło i z pierwszego kompletu punktów w nowym sezonie mogli się cieszyć niedoceniani przed pierwszym gwizdkiem gracze GB. W drugim z meczów Ligi C1 Shamrock zagrał z faworyzowaną Bandą Pycholi. Zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami, ponieważ to “Pomarańczowi” ze spokojem zdobywali powoli coraz więcej terenu. Przewaga zamieniała się natomiast na gole i Banda zdobyła ich do przerwy dwa. Shamrock nie mógł złapać prawidłowego rytmu, który pozwoliłby przeciwstawić się dobrze zorganizowanemu rywalowi. W przerwie musiało paść sporo mocnych słów, ponieważ Shamrock wyszedł odmieniony. Grał bardziej twardo i zawzięcie, w czym pomagała dodatkowa motywacja kierowana z ust jego bramkarza. Banda zdołała długo utrzymać swoją przewagę, ale dobra końcówka Shamrocka pozwoliła mu doprowadzić do wyrównania i zdobyć ważny punkt. Niespodziewanie “Pychole” nie zdobyli swojego 3 zwycięstwa w tym sezonie i zamiast na podium, lądują tuż za nim. Remisem Shamrock poprawił sobie nieco humor po ostatniej porażce z Interem. Jako ostatnie zaprezentowały się drużyny ABB oraz Virtus Logistics. Początek spotkania na pewno na duży plus mogą sobie zapisać zawodnicy pierwszej z wymienionych ekip. ABB od początku grało bardzo przyjemną dla oka piłkę. Zespół ten osiągnął dużą przewagę, szybko wyszedł na prowadzenie i wcale nie zamierzał na tym poprzestać. Piłka płynnie przechodziła z obrony do ataku i raz za razem gotowało się polu karnym rywali. Virtus potrzebował dobrych kilku minut, aby odrzucić przeciwników od własnego pola karnego i zaczął coś kreować z przodu. A zaczynało być już naprawdę nieciekawie, ponieważ ABB prowadziło już 2:0 i dalej nacierało. Gracze Virtusa zdołali jednak w porę się ogarnąć, zaczęli grać zdecydowanie lepiej i jeszcze w pierwszej połowie doprowadzili do remisu. Po zmianie stron w szeregach ABB dało o sobie znać narastające zmęczenie spowodowane brakiem zmian. Długo udawało się bronić mimo wszystko korzystny wynik. Virtus bardziej zdecydowanie przycisnął dopiero w ostatnich 10 minutach, w których zdobył trzy bramki i zapewnił sobie tym samym drugi komplet punktów w sezonie. Zawodnicy ABB na pewno mogą odczuwać niedosyt. Długo grali naprawdę dobrze i kto wie, jak by się potoczyły losy tej rywalizacji, gdyby dysponowali szerszym składem.

Dwa równolegle rozgrywane mecze czekały nas w Lidze C2. W pierwszym z nich mający na koncie 3 punkty 4senal zmierzył się z liderującym Klubem Sportowym, który zmierzał po swoje 4. zwycięstwo jesienią. Pierwsza połowa sprawiała jeszcze pozory wyrównanej. Oba zespoły starały się cierpliwie grać piłką i po kilkunastu minutach zaczęło to przynosić gole. Najpierw wynik otworzył faworyt, ale chwilkę później z błyskawiczną ripostą wyszedł rywal w zielonych koszulkach. Na tym wymiana ciosów się nie skończyła i kolejną minutę później Klub był już z powrotem na prowadzeniu. Na chwilę dogonić zdołał go jeszcze 4senal, ale ostatecznie to KS schodził na przerwę mając 2 gole przewagi. Na tym skończyły się większe emocje w tym spotkaniu. W drugiej połowie coraz bardziej zaczęły wychodzić braki w zgraniu i koncentracji w szeregach 4senalu, a “Granatowi” bezlitośnie to wykorzystywali. Grający szeroko zespół Michalika nadział się na kontry przeciwnika, po których nie zdołał już wrócić do gry. Wysokie zwycięstwo KSu było 4. wygraną w 4. meczu jesienią. 4senal przegrał natomiast po raz drugi. Drugie ze spotkań Ligi C2 skojarzyło ze sobą ekipy Dream Crushers i Meczdeja, czyli zespoły dobrze już sobie znane. W poprzednich dwóch sezonach dwukrotnie lepszy okazał się zespół DC, więc tym trudniejsze zadanie stało przed niemającymi najlepszego wejścia w sezon “Czerwonymi Diabłami”. Początek meczu nie zwiastował jednak kolejnej porażki graczy Dudy, którzy przez kilka minut nawet prowadzili. Coraz bardziej do głosu zaczynała jednak dochodzić zgrana ekipa rywali, którzy przed zejściem na przerwę zdołali odrobić straty z jednobramkową nawiązką. Po zmianie stron znowu lepiej zaczęli “Crushersi”, którzy zaczynali mieć na boisku coraz więcej miejsca i powoli zdobywali przewagę. Koniec końców druga połowa zakończyła się takim samym stosunkiem bramek, co pierwsza część. Gracze Dream Crushers potwierdzili, że mają patent na zespół FC, dla którego była to czwarta porażka sezonu. Zwycięzcy podnieśli się po ostatniej przegranej z Klubem, jednak we wtorek nie byli zadowoleni z liczby straconych goli.

W jedynym spotkaniu stoczonym w ramach Ligi D1 zmierzyły się ekipy BTCH oraz Nie ma Lipy. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana i żadnej ze stron tak na dobrą sprawę nie udało się na dłużej przejąć inicjatywy. Dużo było walki, ale wszystko odbywało się w ramach czystej, sportowej rywalizacji. Szybkie tempo i akcja przenosząca się co chwilę spod jednej pod drugą bramkę na pewno mogły się podobać. Wraz z upływem czasu zawodnicy BTCH zaczęli nieco opadać z sił, co było wodą na młyn dla przeciwników. Gracze Nie ma Lipy powoli zaczęli zdobywać plac i osiągnęli wyraźną przewagę. Ich końcowe zwycięstwo nie może dziwić, chociaż po pierwszej połowie wcale nie było ono taką oczywistą sprawą. Nie ma Lipy do trzeciej kolejki musiało więc czekać na pierwszą wygraną po powrocie na czwarty szczebel rozgrywkowy. BTCH z kolei pozostaje bez choćby jednego punktu na koncie, ale ten występ jest już jakimś promykiem nadziei na lepszą przyszłość.

Do pewnego momentu spotkanie Nic się nie stało z InPostem miało bardzo wyrównany przebieg i trudno było przewidywać, która z ekip wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Jednak z biegiem czasu zarysowała się przewaga faworyta. Gracze NSNS dobrze się ustawiali, atakowali mądrze, aczkolwiek bez nadmiernego podkręcania tempa. Piłka między nimi krążyła bardzo płynnie, a celność podań była na naprawdę w wysokim poziomie. Widać było, że mają oni pomysł na ten mecz i konsekwentnie go realizowali. Rywale nie bardzo mieli pomysł na uporanie się z dobrze dysponowanym przeciwnikiem. Ich ataki było dość chaotyczne i często przypadkowe. Niemal za każdym razem zawodnicy InPostu stawiali na rozwiązania indywidualne zamiast drużynowe. Obrana przez nich taktyka nie przyniosła pożądanego skutku i to zespół Nic się nie stało spokojnie budował swoją przewagę. W pełni zasłużenie odniósł trzecią wygraną w sezonie i ponownie dokonał tego w przekonującym stylu. Równolegle toczył się pojedynek Błękitnej Watahy z OREO. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do drugiej z wymienionych ekip, która dobrze prezentowała się zwłaszcza w defensywie. Duży udział w dobrym wyniku do przerwy miał bramkarz OREO, który popisał się kilkoma interwencjami na wysokim poziomie. Jego koledzy byli w pierwszych 25 minutach stroną lepszą i mogli żałować, że nie wykorzystali wszystkich stworzonych okazji, ponieważ ich prowadzenie wcale nie było bezpieczne. Błękitna Wataha długo grała chaotycznie i nie mogła złapać właściwego rytmu. Widocznie pomogła rozmowa w przerwie, ponieważ po zmianie stron Wataha grała już znacznie lepiej. Przede wszystkim zaczęła być w swoich poczynaniach bardziej cierpliwa i dokładna. Gracze tej drużyny przejęli inicjatywę i zaczęli pogoń za wynikiem. Ten udało im się nie tylko dogonić, ale też w samej końcówce zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Należą im się duże słowa uznania, ponieważ potrafili odpowiednio zareagować na niekorzystny dla nich przebieg meczu. Ambicja oraz determinacja zostały nagrodzone trzema punktami. W trzecim spotkaniu rozgrywanym o godzinie 19:40 faworyzowane Despero nie miało żadnych problemów z pokonaniem Budintechu. Początek zawodów był jeszcze w miarę wyrównany. Budintech trzymał się w obronie i starał się także stworzyć coś pod bramką rywali. Gracze Despero potrzebowali kilku minut, aby złapać właściwy rytm. Gdy już jednak ta sztuka im się udała, bramki zaczęły sypać się wprost lawinowo. Despero osiągnęło ogromną przewagę, na długie momenty zamykając przeciwników we własnym polu karnym. W wykonaniu tej ekipy raz za razem mogliśmy oglądać bardzo ciekawe, kombinacyjne akcje. Widać było, że piłka graczom lidera Ligi E1 nie przeszkadza i mają oni opanowaną grę na jeden kontakt. Często właśnie wymieniając kilka szybkich podań z klepki rozrywali obronę Budintechu i pakowali futbolówkę do pustej bramki. Wygrana Despero ani przez moment nie była zagrożona. Ostatni z 4 rozgrywanych równolegle meczów, to pojedynek Hutniczka i Powrotu Żywych Trupów. To podopieczni Tybury wyszli na to spotkanie jako faworyt, ale na początku nie było widać przewagi żadnej ze stron. Co prawda Powrót wyszedł już w 4. minucie na prowadzenie, ale jednak nie zdołał pójść za ciosem i po kilku minutach nadeszło wyrównanie. Chwilę później na prowadzeniu byli już faworyci, którzy zaczynali sobie poczynać coraz śmielej. Hutniczek prowadził grę i sporo strzelał z dystansu. Ostatecznie pozwoliło mu to do przerwy zgromadzić dwubramkową przewagę. Zaraz po zmianie stron dystans za sprawą trafienia kontaktowego zmniejszyła ekipa PŻT, która w dalszej części gry pozostawała w swoich atakach jednak nieco chaotyczna. Wraz z upływem kolejnych minut rozkręcał się za to faworyt, który dokładał kolejne gole i zakończył to spotkanie wygraną 9:2, po której plasuje się na 4. miejscu w tabeli. Powrót z jednym zwycięstwem na koncie zajmuje natomiast 9. lokatę. W ostatnim wtorkowym spotkaniu w tej lidze Restauracja V8 rozgromiła Januszy Futbolu. Trzeba przyznać, że Restauracja z każdym kolejnym meczem wygląda na boisku coraz lepiej. Przeciwko Januszom zanotowała kolejny niezwykle udany występ. Do dobrej gry w defensywie, dołożyła również wysoką skuteczność w ataku, co zaowocowało pierwszym zwycięstwem tej ekipy z dwucyfrową liczbą zdobytych bramek. Ale początek zawodów wcale na to nie wskazywał. Janusze wyszły na murawę bardzo skoncentrowane. Zespół ten podszedł bez respektu do starcia z faworytem i już po kilku minutach wyszedł na prowadzenie. Jak się okazało był to jednak miły złego początek. Zawodnicy w czarnych koszulkach do momentu utraty pierwszego gola jeszcze jakoś się trzymali. Jednak bramka z 11. minuty okazała się być kamyczkiem, który uruchomił prawdziwą lawinę. Gracze V8 złapali dużą pewność siebie, gra zaczęła im się układać, a ataki stawały się coraz bardziej intensywne. Strzelanie kolejnych bramek przychodziło im z dużą łatwością. Duże wrażenie robiła świetna komunikacja między nimi i wymienność pozycji. Wykorzystywali oni także w pełni fakt, że rywale z minuty na minutę w defensywie prezentowali się słabiej i popełniali dużą ilość prostych błędów. Nawet przy wyprowadzaniu piłki z okolic własnego pola karnego. Skończyło się na wygranej Restauracji V8 13:2, co i tak nie odzwierciedla w 100% tego, co działo się na murawie. Zwłaszcza w drugiej połowie.

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: wygrana Grande Bande “do zera” w meczu z Apollo 30

Ciekawostki

  • Grande Bande zanotowało swoje pierwsze zwycięstwo z czystym kontem od sezonu Jesień 2018, kiedy to pokonało Astor stosunkiem 2:0.
  • Zwycięstwo Asów (10:0) w meczu przeciwko Pink Bowling, było ich najwyższym do tej pory zwycięstwem w Lidze A.
  • Wtorkowy występ Krzysztofa Koniecznego z Czyżyn był jego 150. w FLS.
  • Przegrany mecz z Błękitną Watahą był dla Mateusza Mica (OREO) meczem nr 100 w FLS.
  • Dariusz Marczuk z BTCH zaliczył we wtorek swoją 100 asystę w FLSowych rozgrywkach.
Last modified on środa, 11 wrzesień 2019 16:20
(0 votes)