Rafis liderem, cenne wygrane Valposiano oraz Astora

Do nieoczekiwanego zwrotu akcji doszło w poniedziałkowy wieczór w Lidze A. Swój mecz z Asami przegrała bowiem Stomatologia, przez co spadła na drugiej miejsce w tabeli. Fakt potknięcia najgroźniejszego rywala wykorzystał Rafis, który pokonał Pink Bowling. Zwyciężając Mazi Team utrzymanie na najwyższym szczeblu zapewnili sobie Bad Boys. W interesująco zapowiadającym się starciu w Lidze B1 zdecydowanie górą Valposiano, które ograło CA Sharks i wskoczyło na najniższy stopień podium. Prawdziwych rumieńców nabiera za to walka o utrzymanie. Swoje mecze wygrały tym razem Radka oraz Home Broker, ale żadna z tych ekip nie może być jeszcze w 100% pewne pozostania na bezpiecznej lokacie. W Lidze B2 ważną wygraną w starciu z Czyżynami odniósł NEMBUD. Cenny triumf zanotował w Lidze C1 Astor, który zwycięsko wyszedł ze starcia z Kadrą GAP i mocno przybliżył się do medalu. Ten praktycznie zapewnił już sobie Aptiv, na który sposobu nie potrafiło znaleźć FC Po 40-tce. Ważną wygraną w Lidze C2 zanotował z kolei BiegunSport, który okazał się lepszy od Geodzików. Nie było niespodzianek w Lidze D1, gdzie pewne wygrane odniosły drużyny KS Klubu oraz FC Meczdej. Dość nieoczekiwanie w Lidze D2 trzy punkty za wygranie starcia z Rekonwalescentami Skawina dopisała na swoje konto OSK Adrenalina. Po wymęczonej wygranej z InPostem na fotel lidera Ligi E1 wskoczyła Husaria Kraków. Remisując z Wonderkids pewny co najmniej brązowego medalu jest w Lidze E2 AKS Kabaret.

Co się wydarzyło?

W poniedziałkowy wieczór Liga A zagrała trzykrotnie. W pierwszym z meczów naprzeciwko siebie stanęły zespoły nadal zagrożone spadkiem, czyli Bad Boys i Mazi. Pierwszy z zespołów uporał się z problemami kadrowymi i tym razem pojawił się na meczu, jednak w jego składzie próżno było szukać zawodników, którzy doprowadzili Bad Boys do FLSowej elity. Zastępcy spisali się jednak bez zarzutu. Szybko wyszli bowiem na prowadzenie i od samego początku sprawiali lepsze wrażenie. Mieli sporą przewagę w posiadaniu piłki, jednak nie spieszyli się z kolejnymi atakami. Można powiedzieć, że postawili na jakość, a nie ilość. W 11. minucie było już 2:0. Jeszcze przed upływem kwadransa kontaktowe trafienie dla Mazi Teamu zaliczył, najbardziej aktywny w jego szeregach, Zawada. Ostatnie słowo w pierwszej odsłony należało jednak do Bad Boys, którzy w 21. minucie ponownie odskoczyli na dystans dwóch bramek. Na kolejne gole trzeba było czekać do samej końcówki zawodów. Z prawdziwej wymiany ciosów w ostatnich minutach lepiej wyszli gracze Bad Boys, którzy zdołali trzykrotnie pokonać Piotra Mazelę, podczas gdy sami zaskoczyć dali się tylko dwa razy. W przekroju całego spotkanie byli stroną grającą ciekawszą piłkę, lepiej zorganizowaną i bardziej zdyscyplinowaną. Tą wygraną BB zapewnili sobie już utrzymanie na kolejny sezon, natomiast o losach Mazi Teamu zadecyduje ostatnia seria gier. Chwilę później rozpoczęły się dwa pojedynki, od których zależały losy wiosennego mistrzostwa FLS. W pierwszym z pojedynków Rafis, chcąc w ogóle myśleć jeszcze o tytule, musiał wygrać. Ze swojego zadania się wywiązał, chociaż łatwo wcale nie miał. Mecz toczył się w bardzo szybkim tempie i miał dużą dynamikę. Nie brakowało bezpardonowej walki i spięć na pograniczu faulu. O tym, że nie będzie wygrana nie przyjdzie sama Rafis przekonał się już na samym początku .Okres dobrej gry Pink Bowling został zwieńczony w 9. minucie trafieniem otwierającym wynik. Rafis jeszcze przed upływem kwadransa zdołał odpowiedzieć, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część zawodów zdobył bramkę dającą prowadzenie. Od mocnego uderzenia zaczął także drugą odsłonę. Szybko strzelił dwa gole i jego przewaga urosła do trzech trafień. Umiejętnie grający przede wszystkim atakiem pozycyjnym Rafis zdawał się mieć bieg wydarzeń pod pełną kontrolą. Zawodnicy PB ograniczali się przede wszystkim do kontrataków. W 41. minucie jeden z nich przyniósł im drugie trafienie, a po chwili Pink Bowling zdobyło bramkę nr 3 i złapało kontakt. Pewne zwycięstwo zaczęło się więc wymykać Rafisowi z rąk. Gracze z Kazimierzy Wielkiej zdołali odpowiedzieć i odskoczyć, ale niespełna 60 sekund później ponownie rywale złapali kontakt. Decydujące słowo należało jednak do Rafisu, który na niespełna trzy minuty przed końcem zdobył gola na 6:4, czym ostatecznie “przyklepał” trzy punkty, który w obliczu niespodziewanej porażki Stomatologii pozwolił awansować na fotel lidera. Równolegle toczył się pojedynek Stomatologii z Asami NH. Zespół Łukasza Stupki wygrywając mógł zapewnić sobie już na kolejkę przed końcem sezonu tytuł mistrzowski. Koronacja musiała zostać jednak odłożona w czasie, ponieważ nieoczekiwanie bardzo dobre spotkanie rozegrały Asy. O tym, że nie zamierzają być jedynie statystami pokazały już początkowe minuty i szybka bramka Dariusza Nowaka dająca prowadzenie. Zaskoczeni zawodnicy Stomatologii nie czekali jednak długo z odpowiedzią i w krótkim odstępie czasu zadali dwa ciosy. Z prowadzenia nie cieszyli się jednak zbyt długo, a po raz drugi dał o sobie znać kapitan Asów. Jego zespół jeszcze przed upływem kwadransa powrócił na prowadzenie. Pierwsza część tych ciekawych zawodów zakończyła się remisem 4:4, który z pewnością nie zadowalał faworyta. Widać jednak było, że Stomatologia nie spodziewała się aż tak zaciekłego oporu ze strony niżej notowanego przeciwnika, tym bardziej, że przystępował on do tego starcia po bolesnej porażce z Piratami. Tuż po wznowieniu gry Stomatologia po raz drugi, i ostatni, wyszła na prowadzenie. Wydawało sie, że wszystko wraca na właściwe tory. Asy wcale nie zamierzały się jednak poddawać. Inicjatywa i przewaga w posiadaniu piłki była co prawda po stronie lidera Ligi A, ale Asy odpowiadały zabójczymi kontrami. Zespół ten do maksimum wykorzystywał także liczne błędy, jakie popełniali rywale. W pewnym momencie przewaga Dariusza Nowaka i spółki wynosiła już trzy bramki. W końcówce Stomatologii udało się odrobić część strat, ale na odwrócenie losów rywalizacji nie było widoków. Pierwsza w sezonie porażka jest sumą zaskakująco dobrej dyspozycji Asów, nonszalancji Stomatologii w ofensywie i nie wykorzystywaniu dogodnych okazji oraz błędów popełnianych w defensywie oraz w trakcie rozgrywania akcji. W obliczu wygranej Rafisu dotychczasowy lider spada na drugie miejsce w tabeli i chcąc wywalczyć tytuł musi w ostatniej kolejce pokonać Bad Boys.

Również w Lidze B1 mogliśmy przyjrzeć się trzem konfrontacjom. W pierwszej z nich walcząca o utrzymanie Radka starła się z nie mającym już zbytnio szans na medal Piometem. Jako pierwsza do natarcia ruszyła Radka, a jej ofensywne usposobienie i podejmowane próby szybko zaczęły przynosić spodziewane efekty. Już po niespełna czterech minutach gry Radka prowadziła 2:0. Od samego początku mecz toczył się w szybkim tempie i mógł się podobać. Po wyjściu na prowadzenie gracze Radki skoncentrowali się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Dzięki dobrej organizacji w obronie wychodziło im to całkiem nieźle. Do przodu zapędzali się już tylko sporadycznie, ale jedno z wyjść zakończyło się podwyższeniem wyniku. Po niecałym kwadransie gry sytuacja Piometu była więc wyjątkowo nieciekawa. Na kilku minut przed końcem pierwszej odsłony Radka zadała czwarty cios i bardzo wysokiej oceny za tą część gry nie obniża nawet gol dla rywali strzelony w samej końcówce. Po zmianie stron tak jak można się było tego spodziewać Radka jeszcze bardziej zagęściła okolice własnego pola karnego, starając się przede wszystkim nie stracić. Nie może dziwić zatem, że to Piomet miał wyraźną przewagę w posiadaniu piłki. Poza golem z 40. minuty niewiele jednak z tego wynikało. Radka bez większych problemów dowiozła niezwykle ważną wygraną do końcowego gwizdka. Dzięki trzem punktom Radka awansowała na 10. miejsce w tabeli i jest już naprawdę blisko utrzymania, a niewykluczone, że zakończy sezon nawet w górnej połówce tabeli. Późniejsze spotkanie było arcyważne dla obydwu grających w nim ekip. Spotkały się ze sobą walczące o utrzymanie - Home i KPPN. Jednym i drugim bardzo zależało na zwycięstwie, co odbiło się na poziomie meczu. A ten z całą pewnością mógł się podobać. Toczony był w szybkim tempie, nie brakowało ciekawych akcji tak pod jedną jak i drugą bramką. Walka toczyła się praktycznie na każdym centymetrze boiska, ale to akurat w żadnym wypadku nie może dziwić. Lepiej w takich warunkach odnaleźli się będący ostatnio na fali wznoszącej gracze Home Broker, którzy kryzys formy mają już na pewno za sobą. Jeszcze przed upływem kwadransa wyszli na dwubramkowe prowadzenie. W końcówce pierwszej połowy nieco oddali inicjatywę rywalom, co wykorzystał KPPN i zdobył bramkę kontaktową. Po zmianie stron Home szybko ponownie odskoczył na dystans dwóch trafień, ale KPPN jeszcze szybciej odpowiedział i ponownie przegrywał tylko jedną bramką. W 36. minucie gracze Home Broker skutecznie wykończyli jedną ze swoich akcji i zdobyli ostatnią, jak się okazało, bramkę w tym spotkaniu. Można powiedzieć, że w przekroju całego spotkania to KPPN był stroną bardziej aktywną, a już na pewno częściej atakującą, jednak Home Broker postawił na konkrety i większość stworzonych okazji zamienił na gole. Mimo porażki KPPN w dalszym ciągu musi się uratować, ale w następnym meczu bezwzględnie musi pokonać Radkę. Home Broker natomiast wygrywa po raz trzeci z rzędu i w całej Lidze B1 aktualnie tylko Valposiano może się pochwalić lepszą serię. Można się zastanawiać gdzie byłby teraz ten zespół, gdyby grał tak od początku sezonu? W ostatniej potyczce mające apetyt na brąz CA Sharks zagrało z mającym dobrą drugą część sezonu - Valposiano. “Rekiny” na tak istotne spotkania pojawiły się w zaledwie 6-osobowym składzie, w dodatku bez nominalnego bramkarza między słupkami. Kłopotów z frekwencją nie mieli za to rywale, którzy pojawili się na obiekcie Hutnika w sile 11 zawodników. Sam początek spotkania upłynął na wzajemnym “badaniu” się obu drużyn. Jako pierwsze na prowadzenie wyszło CA, ale Valposiano odpowiedziało dosłownie w następnej akcji. Szybko dołożyło drugie trafienie i z minuty na minutę coraz wyraźniej przejmowało kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Widać było, że gracze Valpo są bardzo zmotywowani. Ich gra wyglądała bardzo dobrze, dało się zauważyć postępujące z kolejki na kolejkę zrozumienie. Jeszcze przed przerwą zespół ten dołożył dwie kolejne bramki. “Rekiny” odpowiedziały tylko jedną i miały po 25 minutach poważny problem, ponieważ przegrywały 2:4. Nie można jednak powiedzieć, że dały się zdominować. Również miały swoje okazje, próbowały, ale to rywale prezentowali się lepiej i w swoich poczynaniach byli bardziej konkretni. Po zmianie stron Valposiano w pełni kontrolowało to, co działo się na boisku. CA niewiele mogło zdziałać wobec dobrze dysponowanego i zorganizowanego przeciwnika. Valposiano w końcowych minutach dołożyło jeszcze dwa gole i w pełni zasłużenie zwyciężyło 6:2. Trzy punkty wywindowały Valposiano na trzecie miejsce w tabeli, ale trudno się spodziewać, że uda się je utrzymać do końca sezonu.

W jedynym meczu Ligi B2 w poniedziałek zagrały ze sobą czołowe ekipy - Czyżyny i NEMBUD. Lepiej spotkanie rozpoczęła druga z wymienionych ekip, która po 10 minutach prowadziła już 2:0. Czyżyny próbowały wyrównać, ale powiedzieć że wychodziło im to średnio, to mało. Pierwszy, w dodatku niecelny, strzał oddały dopiero w 16. minucie. Za to NEMBUD był dużo groźniejszy. W kilku sytuacjach do zakończenia ich powodzeniem zabrakło dosłownie centymetrów. Z biegiem czasu jednak Czyżyny coraz bardziej dochodziły do głosu. Potwierdzeniem tego była kontaktowa bramka zdobyta po składnej akcji i płaskim strzale z bliskiej odległości. Później gra się wyrównała i 1 połowa zakończyła się wynikiem 2:1 dla faworyta. Druga połowa rozpoczęła się od przewagi Czyżyn, ale brakowało konkretów pod bramką rywala. Większość drugiej odsłony tej rywalizacji wyglądało jak klasyczne przeciąganie liny. Raz jedni byli pod bramką przeciwnika, by za moment piłka przeniosła się pod drugie pole karne. Jednak z tych ataków nie wynikało zbyt wiele. Aż do 46. minuty. Wtedy NEMBUD przeprowadził szybką akcję, która została zakończona ładnym uderzeniem pod poprzeczkę. W ostatniej minucie gracze w czerwonych koszulkach zadali jeszcze jeden cios i ostatecznie zwyciężyli 4:1.

W Lidze C1 doszło do dwóch pojedynków, które miały duże znaczenie dla układu sił w czołówce grupy. W pierwszym z nich Aptiv walczył o zbliżenie się do liderującego Kamebu w meczu z FC Po 40-tce. Zespół Marcina Kosia od początku udowadniał, że jego wysokie miejsce w tabeli nie jest przypadkowe. Potrafił się dłużej utrzymać przy piłce, miał więcej pomysłu na grę i do przerwy dwukrotnie skutecznie finalizował swoje akcje. "Czterdziestolatkowie" odpowiedzieć zdołali tylko raz, kiedy po złym wyprowadzeniu piłkę stracił ich rywal. W drugiej połowie mecz toczył się do jednej bramki i ponownie lepszy okazał się wicelider. Aptiv nie forsował jednak tempa i spokojnie realizował swoje założenia, które w drugiej połowie przyniosły mu cztery gole. Ataki FC natrafiały natomiast na barierę w postaci defensywy przeciwnika, który dzielnie walczył, ale nie był w stanie przedostać się ze skutecznym atakiem pod bramkę zwycięzców tego meczu. Aptiv notuje swoje kolejne zwycięstwo i w przypadku potknięcia Kamebu, może jeszcze powalczyć o tytuł. FC Po 40-tce pewne utrzymania pozostaje w bezpiecznym środku tabeli. Drugi pojedynek zgodnie z oczekiwaniami przyniósł sporo emocji, a oglądało się go z dużą przyjemnością. Spotkały się w nim Astor i Kadra, które w bezpośrednim meczu walczyły ze sobą o miejsce na podium. Zdecydowanie lepiej zawody zaczęły się dla zawodników Kadry, którzy przypuścili prawdziwy szturm na bramkę rywali i jeszcze przed upływem pięciu minut prowadzili już 2:0. W szeregach Astora nie widać było jednak oznak paniki, a raczej chęć jak najszybszego odegrania się. Sprawę ułatwił poniekąd jeden z przeciwników, który otrzymał żółtą kartkę, co pozwoliło Astorowi przez dwie minuty grać w przewadze. Fakt ten udało się wykorzystać i strzelić bramkę kontaktową. W 16. minucie przyszło wyrównanie i zabawa zaczynała się od nowa. W samej końcówce pierwszej odsłony kolejny atak Kadry zakończył się trzecim golem dla tej drużyny i w efekcie prowadzeniem 3:2 do przerwy. Dowodzony zza linii bocznej przez kapitana Astor mimo niekorzystnego wyniku nie wykonywał nerwowych i niepotrzebnych ruchów. Był dobrze zorganizowany i poukładany, cierpliwie czekając, mimo upływajacego czasu, na swoje okazje. W 31. i 35. minucie udało się strzelić dwa gole, który po raz pierwszy w meczu wysforowały Astor na prowadzenie. Zepchnięci nieco do defensywy “Gapowicze” zdołali się jeszcze spiąć i na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem doprowadzili do remisu. Nie nacieszyli się z niego jednak zbyt długo, ponieważ w 48. minucie ponownie przegrywali i musieli gonić wynik. Nie udało się tego dokonać, a w dodatku w 50. minucie stracili szóstego gola, który przypieczętował wygraną Astora. Michał Suchonek po raz piąty umieścił wówczas piłkę w siatce rywali i niewątpliwie to właśnie jemu należy się tytuł bohatera tego spotkania.

W Lidze C2 również doszło tylko do jednego meczu, a zagrały w nim mogące sobie zapewnić utrzymanie Geodziki i będący w bardzo trudnej sytuacji BiegunSport. Bardziej optymistycznym akcentem rozpoczęli "Żółto-czarni", którzy jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Strzałem z rzutu wolnego popisał się Maciej Januchta, z którego minutę później przykład wziął grający po przeciwnej stronie Michał Brożyna. Zawodnik BiegunSportu również uzyskał trafienie bezpośrednio z rzutu wolnego. 4 minuty później "Granatowi" wyszli na prowadzenie i Geodziki zrozumiały, że zapewnienie sobie utrzymania już dzisiaj nie będzie łatwym zadaniem. Druga połowa stała pod znakiem gonitwy Geodzików, które próbowały wyrównać stan gry. Udało im się to kilkanaście minut po zmianie stron. Notowanym wyżej przed tym spotkaniem graczom nie udało się jednak ponownie wyjść na prowadzenie, ponieważ lepiej dysponowani tego dnia byli rywale. Biegun na kilka minut przed końcowym gwizdkiem zdobył dwa gole, które ostatecznie były kluczowe. Gracze Stepaniaka zanotowali bardzo ważne zwycięstwo, które przedłuża ich nadzieje na utrzymanie. Geodziki w przyszłym tygodniu powalczą o zachowanie ligowego bytu z outsiderem Nosaczami.

Najwięcej, bo aż 4 spotkania rozegrane zostały w poniedziałek w obrębie Ligi D1. Pierwszą parę stworzyły ekipy dołu tabeli - Calcio i BTCH. Zawodnicy Calcio&Birra ewidentnie przespali pierwszy kwadrans spotkania, w którym praktycznie nie istnieli na boisku. Grali bardzo niedokładnie, popełniali sporo błędów i nie przeprowadzali akcji ofensywnych. Z takiej biernej postawy skorzystało rzecz jasna chętnie BTCH, który w 14. minucie prowadziło już 3:0. Zapowiadało się więc dość nieoczekiwanie gładkie zwycięstwo. Rywale wzięli się jednak w końcu w garść i jeszcze w pierwszej połowie strzelili pierwszego gola. Po zmianie stron przeszli metamorfozę i to oni byli dla odmiany stroną zdecydowanie bardziej aktywną i już w 32. minucie doprowadzili do wyrównania. Gracze BTCH opanowali jednak sytuację, zdobyli w niecałą minutę kolejne dwie bramki i wypracowanej w ten sposób przewagi już nie oddali. Przeciwnicy, w szeregach których wyróżniał się zwłaszcza Gerry Christofer Fabbro, starali się jeszcze coś zmienić, ale nie byli w stanie dogonić BTCH. O ich losie zadecyduje więc prawdopodobnie następny mecz z Armagedonem. W drugim z meczów wracający na pozycję lidera Klub Sportowy o kolejne obowiązkowe punkty powalczył z Asami NH B. Koniec końców spotkanie zakończyło się efektownym zwycięstwem KS Klubu, aczkolwiek przez niemal pół godziny nic na to nie wskazywało. Owszem, gracze KS mieli sporą przewagę, ale Asy dzielnie się trzymały i dotrzymywały kroku faworytowi. Wynik 1:1 do przerwy tylko potwierdza to, że dla lidera to nie była wcale łatwa przeprawa. Przed oczami graczy KS Klubu na pewno stanęły już obrazki z meczu przeciwko Adgosklepowi i za wszelką cenę postanowili nie dopuścić ponownie do scenariusza, w którym tracą punkty. Po zmianie stron wrzucili znacznie wyższy bieg. Ich przewaga momentami była miażdżąca. W rolę katów drużyny przeciwnej wcielił się dobrze znany duet Patrick Sadlak - Norbert Uchacz. Pierwszy zdobył aż 10 (!) z 12 goli swojego zespołu, a drugi przy 9 (!) asystował. Drugi zespół Asów zdołał odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. KS Klub Sportowy zakończył już zmagania w sezonie wiosennym. Pozostaje mu tylko czekać na to, co w swoich dwóch ostatnich występach zrobi ekipa Dream Crushers. Dobra postawa KS w końcówce i trzy kolejne zwycięstwa sprawiły, że DC nie ma nawet najmniejszego marginesu błędu i musi oba mecze wygrać. Trzecia z gier skojarzyła ze sobą bezpieczne już zespoły Adgosklepu i No Name. Z powodu nie stawienia się na obiekcie Hutnika drugiej z wymienionych ekip mecz ten się nie odbył. Adgosklep wygrał więc walkowerem i trzy punkty trafiły na jego konto bez gry. Tyle samo oczek za nie przystąpienie do rywalizacji straciła ekipa No Name. Na dokładkę pozostał już tylko mecz ligowego średniaka Coki i rozpędzonego Meczdeja. Jeśli ktoś spodziewał się kolejnego gładkiego, dwucyfrowego zwycięstwa FC to srogo się rozczarował. Coca Juniors postawiła bowiem twarde warunki i porządnie postraszyła faworytów. Spotkanie to idealnie wpisuje się w definicję typowego “meczu walki”. Więcej niż fantazyjnych zagrań i efektownych akcji było twardej gry o każdy skrawek boiska. Na pewno nie takich warunków spodziewali się gracze FC Meczdej. Już na samym początku dali się zaskoczyć, kiedy to w 4. minucie rywali przeprowadzili ładną, zespołową akcję i wyszli na prowadzenie. Wykorzystali w pełni zaskakującą bierność defensywy FC. Gracze tej ekipy potrzebowali chwili, aby dojść do siebie i opanować sytuację. Podrażnieni utratą gola z minuty na minutę uzyskiwali coraz większą przewagę. Jeszcze przed przerwą zdołali najpierw wyrównać, a w 18. minucie wyjść na prowadzenie. Kreowali sobie dużo sytuacji pod bramką przeciwników, ale szwankowała skuteczność. Wydawało się jednak, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Coca nie powiedziała jednak ostatniego słowa i zaraz po wznowieniu gry wyrównała. FC Meczdej błyskawicznie jednak powrócił na prowadzenie. Tym razem nie dał go już sobie wyrwać z rąk. Faworyt pilnował wyniku, bardzo uważnie grając zwłaszcza w obronie. Dopiero bramki nr 4 oraz 5 wprowadziły długo wyczekiwany spokój. Zawodnicy CJ dali o sobie znać jeszcze w końcowych minutach, kiedy to zdobyli dwa gole, ale FC Meczdej odpowiedział trzema i ostatecznie zwyciężył 8:4, będąc w przekroju całego spotkania drużyną po prostu lepszą.

Liga D2 stała natomiast pod znakiem meczów drugiej połowy tabeli. W pierwszym z nich NZS UEK FC skrzyżował rękawice z nieprzewidywalnym Big Timem. Zaczęło się po myśli mającego liczniejszy skład UEKu, który już w 4. minucie objął prowadzenie. W kolejnych minutach NZS próbował cierpliwie rozgrywać piłkę i ukłuć po raz drugi, ale Big Time stawiał bardzo ambitny opór, niejednokrotnie stwarzając sobie dogodne okazje do wyrównania. W 15. minucie gracze BT wyrównali, a gol dodał im jeszcze więcej wiary, że mimo gry „gołą” szóstką, uda się wywalczyć korzystny rezultat. Po zmianie stron oba zespoły atakowały falami, ale częściej jednak inicjatywę przejmował zespół „Studentów”, który bezskutecznie próbował rozmontować defensywę swojego rywala. Big Time szczelnie krył i groźne kontrował. Ostatni z jego szybkich ataków przyniósł mu zwycięskiego gola. Na tydzień przed końcem rozgrywek - gracze BT zapewnili sobie ligowy spokój, o który dalej musi walczyć NZS. Drugim spotkaniem było starcie Rekonwalescentów z właściwie już zdegradowaną Adrenaliną. Mecz miał zdecydowanego faworyta, ale od pierwszego gwizdka przybrał dość nieoczekiwany obrót. To gracze OSK byli bowiem stroną bardziej aktywną. Atakowali znacznie częściej, dużo groźniej, a w ich poczynaniach widać było przede wszystkim pomysł. To właśnie po jednej ze sprawnie przeprowadzonych zespołowych akcji wyszli na prowadzenie. Po chwili co prawda je stracili, ale wcale z tego powodu nie załamali rąk. Wręcz przeciwnie. Konsekwentnie grali swoje. Byli ustawieni bardzo wysoko i wszystkie akcje ofensywne rywali starali się tłumić już w samym ich zalążku. Na pewno taką postawą zaskoczyli Rekonwalescentów, którzy długo mieli spore problemy z wydostaniem się spod pressingu Adrenaliny. Pierwsza połowa zakończyła się zasłużonym prowadzeniem OSK 2:1. “Tylko” dwie zdobyte bramki to w głównej mierze zasługa świetnie dysponowanego w tej części gry bramkarza ekipy ze Skawiny, która kilka razy ratował swoich kolegów z poważnych opresji. Początek drugiej odsłony ułożył się zdecydowanie po myśli Rekonwalescentów, którzy błyskawicznie zdobyli dwa gole i pół godzinie gry to oni byli na prowadzeniu 3:2. OSK w 35. minucie wyrównała i na kwadrans przed końcem rywalizacja daleka była od rozstrzygnięcie. To przyszło w końcowych fragmentach tego starcia. Gracze Adrenaliny postanowili zagrać va banque. I zmasowane ataki w pełni im się opłaciły. W ciągu siedmiu minut zanotowali na swoim koncie trzy trafienia, rywalom pozwalając tylko na jedno. Tym samym to OSK zwyciężyło i trzeba przyznać, że byli stroną lepszą, a trzy punkty właśnie im bardziej się należały.

Jedyną konfrontacją w Lidze E1 był mecz InPostu z mającą apetyt na awans Husarią. Przed pierwszym gwizdkiem wydawało się, że Husarię czeka łatwa przeprawa. W końcu InPost targany był w ostatnim czasie problemami kadrowymi. Nie inaczej było i tym razem, jednak obecni na boisku zawodnicy InPostu rozegrali jedno ze swoich najlepszych spotkań w sezonie i zawiesili poprzeczkę rywalom naprawdę wysoko. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie to właśnie InPost był stroną przeważającą i znacznie groźniej atakującą. Gracze Husarii byli zaskoczeni tym, co zastali na murawie i długo dostosowywali się do panujących ataków. Ich ataki, w przeciwieństwie do rywali, były chaotyczne, przypadkowe i rzadko kiedy kończyły się w ogóle uderzeniem na bramkę drużyny przeciwnej. InPost po 25 minutach prowadził 1:0 i nie było w tym przypadku. W przerwie w szeregach Husarii musiało paść kilka ostrych słów, ponieważ po wznowieniu gry z minutę na minutę prezentowała się ona lepiej. Błyskawicznie udało się strzelić bramkę wyrównującą i wydawało się, że kolejne są tylko kwestią czasu. InPost jednak wcale nie zamierzał tak łatwo odpuścić i nie pozwolił Husarii pójść za ciosem. Praktycznie do samego końca toczył wyrównany bój z faworyzowanym przeciwnikiem, którego ataki stawały się coraz bardziej rozpaczliwe. Jeden z nich przyniósł powodzenie i upragnionego gola na 2:1. Husaria Kraków ostatecznie zwyciężyła, ale ta wygrana kosztowała ją mnóstwo sił i nerwów.

Liga E2 zagrała w poniedziałek też jedno spotkanie. Starcie AKSu z Wonderkids stało na wysokim poziomie i z pewnością mogło się podobać. Początek zdominowali mistrzowie Ligi E2, którzy od pierwszego gwizdka przycisnęli rywali, zamykając ich na własnej połowie. Gracze Kabaretu byli zagubieni i przez kilka minut nie mogli się odnaleźć. Z czasem zaczęli grać odważniej i spotkanie się wyrównało. Brakowało jednak klarownych okazji i groźnych strzałów. Wonderkids prowadzenie po pierwszej połowie zawdzięczają precyzyjnemu uderzeniu Buksy z rzutu wolnego. Strzał co prawda wylądował na słupku, ale piłka odbiła się od pleców interweniującego bramkarza AKS i zatrzepotała w siatce. Po zmianie stron gra dalej była szybka i bardzo wyrównana. Lepiej piłką operowali Wonderkids, ale to Kabaret był konkretniejszy. Zdołał najpierw wyrównać, a chwilę później wyjść na prowadzenie. Nie udało mu się jednak dowieźć wygranej do końcowego gwizdka, ponieważ rzut karny na gola zamienił Mazur. Remis w pełni zadowolił jednak "Kabareciarzy", ponieważ zagwarantował im co najmniej brązowy medal i awans na czwarty szczebel rozgrywkowy.

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: porażka Stomatologii Stupka z Asami NH

Ciekawostki

  • Porażka z Asami kończy serię 18 kolejnych meczów bez porażki Stomatologii Stupka. Poprzednim pogromcą była 2 października 2018 roku ekipa XXXIV
  • Rafis może się aktualnie pochwalić ośmioma kolejnymi wygranymi, co jest najlepszą serią tego zespołu od...2013 roku. Wówczas Rafis zwycięsko wychodził z 10 spotkań z rzędu. 7 z nich wygrał jeszcze w drugiej części rozgrywek Jesień 2012, a trzy następne zwycięstwa zostały odniesione już w sezonie Wiosna 2013.
  • Porażka z BiegunSportem była dla Geodzików już dziewiątym meczem z rzędu bez zwycięstwie. Do zdecydowanie najgorsza seria w historii występów tej drużyny w FLS
  • Remisując z Wonderkids medal zapewnił sobie AKS Kabaret. Dla tej drużyny będzie to czwarty wywalczony krążek w historii, każdy na innym szczeblu rozgrywkowym.
  • Kacper Winiarski z Piometu zdobył w meczu z Radką swoją bramkę nr 100 w FLS
  • Marcin Kluza z Asów NH w starciu ze Stomatologią zaliczył setną asystę w Futbolowej Lidze Szóstek
Last modified on wtorek, 18 czerwiec 2019 19:16
(0 votes)