Klub Sportowy i Płaszów górą w meczach na szczycie, Rafis co najmniej ze srebrem

W piątek bardzo ważne spotkania rozgrywano na czwartym szczeblu rozgrywkowym. W rywalizacjach pomiędzy drużynami walczącymi o tytuł mistrzowski lepsze okazały się drużyny Klubu Sportowego (D1), który zdecydowanie pokonał Krakoską Piłkę oraz Płaszowa-Serwis Bank (D2), który dzięki zabójczej końcówce ograł Rodzinę Królewską. W Lidze A dzięki wygranej co najmniej srebrne medale zapewnił sobie Rafis, a w B2 dzięki czwartej kolejnej wygranej bliżej medalu jest Relaksmisja. Na dole tabel także kilka ważnych wyników. Dzięki wygranej nad KPPN ze strefy spadkowej wydostały się Korkociągi (B1), a po zwycięstwe nad Jala Dreips pewne utrzymania są Chłopy (C2).

Co się wydarzyło?

W Lidze A odbyło się jedno spotkanie pomiędzy drużynami mającymi odmienne cele. Bishaka Kurdwanów potrzebowała zwycięstwa, by zwiększyć szanse na utrzymanie, Rafis by mieć jeszcze nadzieję na mistrzowski tytuł, a przy okazji zapewnić sobie srebrne medale. Wbrew pozycjom w tabeli początkowo więcej powodów do radości miała Bishaka. Co prawda Rafis jako pierwszy wyszedł na prowadzenie, co być może trochę go uśpiło, a Bishaka głodna gry i wierząca w korzystny wynik zaczęła się odgryzać. Najpierw za sprawą Pabisia wyrównała, a potem ten sam zawodnik popisał się kapitalnym trafieniem. Zespół z Kurdwanowa prowadził 2:1 i choć Rafis rzucił się do odrabiania strat, defensywa Bishaki była szczelna. Sytuacja zmieniła się jednak w drugiej połowie, w której zobaczyliśmy zupełnie inny zespół Rafisu. Szybko zdobył on dwie bramki, a w kolejnych minutach cierpliwie, konsekwentnie dążył do wygranej. Bishace w drugiej odsłonie zabrakło sił, by toczyć wyrównany bój i uległa ona 2:7, co w zasadzie oznacza pożegnanie z najwyższą klasą rozgrywkową i nawet dwie wygrane w ostatnich spotkaniach mogą nie wystarczyć do utrzymania. Rafis wywiera presje na Stomatologię, a już teraz zgromadził najwięcej punktów w swojej historii na poziomie Ligi A i zapewnił sobie srebrne medale.

Aż cztery spotkania odbyły się w piątek w Lidze B1. Jako pierwsi na murawę “Nadwiślana” wybiegły ekipy Wodociągów i Black Hawks. Zdecydowanie lepsze notowania miał przed tym meczem pierwszy z zespołów, który po nie najlepszym starcie wiosny znajduje się aktualnie na ostatniej prostej do awansu. Ekipa Kalety grała natomiast swoje ostatnie spotkanie aktualnego sezonu i chcąc myśleć o spokojnym utrzymaniu musiała ten mecz wygrać. Zaczęło się od prowadzenia faworyta, który miał tylko jednego zmiennika. Wydawało się, że ekipa Grzesiak szybko chce zbudować swoją przewagę, której mogłaby spokojnie pilnować w dalszej części meczu. Tak też się stało, ponieważ odjeżdżającemu WMK - w porę - “Jastrzębie” zdołały odpowiedzieć tylko na pierwszego gola. Zespół w białych strojach mógł więc spokojnie się cofnąć i czekać na okazję do kontry. Dobra organizacja gry obronnej Wodociągów sprawiała wyraźne problemy zmuszonemu do ataku pozycyjnego rywalowi. Zespół Black Hawks ambitnie walczył o zmniejszenie przewagi i w 42. minucie zdobył nawet gola kontaktowego. Ostatecznie nie dał jednak rady dogonić swojego rywala. Z każdą minutą słabła w nim wiara na korzystny rezultat, którą rozwiało dodatkowo ponowne podwyższenie wyniku przez Wodociągi na minutę przed końcem. Po tej porażce zespół w czarnych strojach musi czekać na wyniki swoich rywali, od których zależy jego ligowy byt. Wodociągi natomiast awans mają już właściwie w rękawie, ale muszą pozostać czujne w ostatnich meczach. Drugą z par Ligi B1 w piątek tworzyły zespoły walczące o zachowanie statusu B-ligowca, czyli Korkociągów i KPPNu. Jedni i drudzy potrzebowali w tym meczu punktów, które pomogłyby wyjść im ze strefy spadkowej. Od początku stawka tego meczu determinowała postawę zespołów, którą można określić jako bardzo ambitną i zaangażowaną. Zażarty początek meczu pozostawał bardzo wyrównany, o czym świadczą okazję dla obu zespołów. Skuteczniejszy był jednak KPPN, który dwie ze swoich prób zamienił na gola, osiągając tym samym dwubramkową zaliczkę do przerwy. Po przerwie Korkociągi szukały gola, który mógłby wprowadzić nieco nerwowości w szeregi rywala. Na dobrą sprawę pogoń za korzystny rezultatem “Bordowi” rozpoczęli w w 32. minucie i była ona naprawdę imponująca. W 3 minuty gracze Gabrysia zmienili na prowadzeniu KPPN i nie zamierzali na tym poprzestawawać. Zaskoczony taką postawą zespół Hajduka nie mógł już kalkulować i mimo narastającego zmęczenia, również ruszył do ataku, za który został skarcony przez przeciwników jeszcze dwukrotnie. Dzięki bardzo dobrej postawie w drugiej połowie, Korkociągi uzyskały ważne zwycięstwo i awansowały nad kreskę, pod którą wciąż tkwi ich dzisiejszy rywal. W trzecim spotkaniu Omega mierzyła się z Valposiano. Przed spotkaniem różnica w tabeli dzieląca obie drużyny nie była spora, jednak w ostatnich tygodniach zdecydowanie lepiej prezentowała się ekipa Valposiano i w piątek to ona sięgnęła po kolejną, trzecią z rzędu wygraną. Mecz, szczególnie w pierwszej połowie nie był dla niej spacerkiem. Spotkanie było otwarte, oglądaliśmy sporo akcji z obu stron, ale w pierwszych 25 minutach to Omega była skuteczniejsza prowadząc 4:3. W drugiej odsłonie obraz gry jednak się zmienił, Valposiano dobrze grało w odbiorze i liczyło na kontry. Z biegiem czasu i rosnącym prowadzeniem zespołu Marcina Magiery często te ataki wyprowadzane były z liczebną przewagą. Valposiano w drugiej odsłonie szybko wyrównało, potem dołożyło kolejne trzy gole, co w zasadzie przesądziło kwestię wygranej. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Valposiano 9:4 i zespół ten zachowuje jeszcze matematyczne szanse na medal. Na zakończenie zmagań w Lidze B1 mistrz Amber mierzył się z po cichu liczącym jeszcze na medal Piometem. Od początku obie ekipy zaczęły bardzo mocno, ale to Piomet zadziwiał skutecznością. W 12. minucie gracze występujący na czarno prowadzili już 4:1 i wydawało się, że ta przewaga pozwoli im zacząć kontrolować przebieg tego meczu. Nic bardziej mylnego. Zespół Kamila Maciuły wziął się w garść i wykorzystał nieskuteczność przeciwnika, tuż przed przerwą doprowadzając do remisu. W drugiej połowie mecz zaczął się na nowo, ale nadal jego przebieg był mocno wyrównany. Różnica była taka, że tym razem zespoły pozostawały ze sobą cały czas w bramkowym kontakcie i do końca nie można było określić, kto sięgnie po 3 punkty. Ostatecznie po 50 minutach bardzo szybkiego i ładnego dla oka meczu zespoły sprawiedliwie podzieliły się punktami. Po tym remisie Piomet właściwie ma już tylko minimalne szanse na medal.

W Lidze B2 byliśmy świadkami tylko jednego pojedynku, w którym kandydująca do awansu Relaksmisja stoczyła bój z mającym już pewne utrzymanie Comarchem. Jak na faworyta przystało - lepiej rozpoczęła ten pojedynek ekipa Mierzyńskiego, która po długiej, wielopodaniowej akcji wyszła na prowadzenie już w 2. minucie meczu. “Czerwono-granatowi” dołożyli chwilę później dwa kolejne trafienia i można było stwierdzić, że pełna kontrola należy właśnie do nich. Comarch nie chciał jednak oddać tego meczu bez walki i po dołączeniu reszty swoich zawodników mocnym pressingiem zaatakował swojego cofniętego rywala. Pogoń swoje pierwsze rezultaty przyniosła w 18. minucie, kiedy to na 3:1 strzelił zespół Stypki. Trafienie dało mu jeszcze dodatkowy impuls, który przed zmianą stron doprowadził do zmniejszenia straty do jednej bramki. W drugiej połowie szybki gol strzelony przez faworyta ponownie wprowadził względny spokój w jego szeregach, ale nadal nieustępliwie atakował Comarch. Gracze w białych strojach nie umieli sobie jednak poradzić z defensywą Relaksmisji i zamiast zmniejszać stratę, nadziali się na skuteczne kontry ostatecznie wyjaśniające kwestię wyniku. 4. kolejna wygrana Relaksmisji daje jej prawo do śmiałego myślenia o awansie, ponieważ gracze NEMBUDu mają przed sobą bardzo trudną końcówkę.

W Lidze C2 doszło w piątek do dwóch meczów. W pierwszym z nich walczące o utrzymanie chłopy zagrały z ligowym średniakiem Jala Dreips. Pierwsze fragmenty tego meczu były toczone raczej w spokojnym tempie i dość przyjaznej atmosferze. Chłopy ostrożnie atakowały swoich przeciwników, uważając żeby nie stracić głupio bramki, która już na starcie mogłaby skomplikować ich sytuację. Już jeden z pierwszych takich ataków przyniósł “Granatowym” gola, który nieco zdjął z nich przedmeczową presję. Jala jednak cierpliwie czekała na swoją szansę, która przyniesie jej gola. Stało się to dopiero w 19. minucie, ale gracze Kiełbasy nie cieszyli się długo z remisu, ponieważ dwoma bramkami jeszcze przed zmianą stron zareagował CCKS. Drugą połowę również lepiej zaczęli zawodnicy walczący o utrzymanie i szybkimi dwoma golami tuż po przerwie właściwie wyjaśnili kwestię rezultatu. Jala zdołała jeszcze co prawda strzelić swojego drugiego gola, ale jak się okazało ustalił on tylko wynik końcowy na 5:2. Drugie z rzędu 3 punkty dla Chłopów zapewniają im utrzymanie w Lidze C. Spotkaniem wieńczącym zmagania 12. tygodnia w Lidze C2 było starcie wciąż walczącej o mistrzostwo VilaNovy z mającą medalowe aspiracje Victorią. W przypadku zwycięstwa zespół Pawłowskiego mógł wyprzedzić swojego piątkowego rywala i byłby blisko brązu. Zaczęło się jednak po myśli “portugalskiej ekipy”, która od początku zdawała się kontrolować to spotkanie. Lepiej operowała piłką, była aktywniejsza i bardziej zdecydowana. Ukoronowaniem lepszego wejścia w mecz były dwa gole “Biało-czarnych”, które zmusiły w drugiej połowie Victorię do gonienia rezultatu. Zespół w biało-granatowych strojach nie miał jednak w piątek zbytniej siły rażenia i jego próby skupiały się głównie na strzałach z dystansu. Nieliczne klarowne sytuacje Victorii były najczęściej zatrzymywane przez bramkarza VilaNovy. Parę minut po zmianie stron CF trafiło odkrytego rywala ponownie i miało już spokojne 3:0. na pocieszenie Victorii zostało honorowe trafienie Konrada Hajto, które ustaliło wynik meczu na 3:1. Zwycięstwo VilaNovy ustaliło więc skład pierwszej trójki w Lidze C2.

W niezwykle wyrównanej Lidze D1 mogliśmy obserwować chyba najważniejsze spotkanie sezonu. Zmierzyły się w nim ekipy, które do 10. tygodnia szły łeb w łeb wygrywając co tylko się da, czyli KS Klub Sportowy i Krakoska Piłka. Z powodu ciasnoty w czołówce bardzo mocnej Ligi D1 3 punkty w dzisiejszym meczu były szalenie cennym łupem, który może przesądzić o losach awansu. Presję związaną z tym spotkaniem lepiej zniósł jednak Klub, który wykorzystał niewielkie braki kadrowe Krakoskiej Piłki i bardzo szybko wyszedł na czterobramkowe. Taka przewaga już w pierwszych minutach była decydująca dla przebiegu tego meczu, ponieważ pozwoliła “Granatowym” zmuszać rywala do ataku pozycjnego, w którym ten nie czuł się najlepiej. W ekipie Klubu kolejny raz pierwsze skrzypce grał duet Sadlak-Uchacz, który zwłaszcza za sprawą szybkich kontr gnębił swojego rywala. Frustracja i bezradność Krakoskiej w najważniejszym dla niej meczu w sezonie rosła z minuty na minutę, a defensywa KS konsekwentnie przerywała jej akcje, dokładnym podaniem uruchamiając swoje działa z przodu. Mimo wzmożonych ataków Krakoskiej, druga połowa nie odwróciła losów tego meczu. W końcówce wydawało się, że ekipa Kopczyńskiego walczy już tylko o jak najmniejszy wymiar kary. Zwycięstwo Klubu na 2 tygodnie przed końcem sezonu daje mu powrót na pozycję lidera, ale tuż za jego plecami znajduje się Dream Crushers mające jedno spotkanie rozegrane mniej. KP może pozostać już tylko walka o brąz.

W Lidze D2 rozegrano dwa spotkania. Pierwsze ze starć było jednym z dwóch kluczowych w końcowej fazie sezonu. Lider tabeli Rodzina Królewska mierzył się z wiceliderem Płaszowem-Serwis Bank, który tym spotkaniem kończył już sezon wiosenny. Aby więc zapewnić sobie miejsce na podium zawodnicy w niebieskich koszulkach musieli Rodzinę pokonać i tak też się stało, choć przez ponad 40 minut końcowy wynik był niewiadomą. Płaszów dobrze rozpoczął, starał się szybko atakować, do tego dobrze zabezpieczał tyły. W 11 minucie “Niebiescy” objęli prowadzenie i było to prowadzenie zasłużone. Pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej do głosu doszła jednak Rodzina Królewska, a Płaszów zwolnił nieco tempo. W 33 minucie padło wyrównanie,co najwyraźniej podrażniło zawodników w niebieskich koszulkach, którzy znów podkręcili tempo. Byliśmy więc świadkami dobrego meczu, stojącego na niezłym poziomie i toczonego wedle schematu akcja za akcję. Lepiej z wymiany ciosów wyszedł Płaszów, który w ostatnich 7 minutach rozstrzelał Rodzinę Królewską zdobywając 4 bramki. Płaszów zwyciężył więc 5:1, awansował na pozycję lidera i… czeka na rozwója wypadków. Jeśli Rodzina Królewska pokona Alliance, to mimo piątkowej porażki zostanie mistrzem, a Płaszów zgarnie srebro. Jeśli jednak RK z Alliancem nie wygra, to wtedy sytuacja będzie bardziej skomplikowana i wszystko decydować się będzie w meczu NZS z Alliancem. W drugim starciu NZS UEK FC mierzył się z Albatrosem. W przeciwieństwie do pierwszego ze starć nie miało ono tak wielkiego ciężaru gatunkowego, choć gracze z UEKu mogli sobe przyklepać utrzymanie na czwartym szczeblu, które i tak jest wielce prawdopodobne. Albatrosowi z kolei nie groził ani spadek, ani walka o medale, ale mimo to pokusił się on o wygraną. Mecz był starciem drużyn grających dość podobnie, starajacych się szybko i technicznie. Stroną przeważającą był Albatros, ale drużynie tej często brakowało skuteczności, że NZS też miał swoje dobre momenty w ataku, do tego był dobrze ustawiony w obronie, pierwsza część zakończyła się remisem 2:2. W drugiej odsłonie ponownie żadna ze stron nie była w stanie sobie wypracować bezpiecznej przewagi i do 45 minuty różnica wynosiła maksymalnie 1 bramkę. Wtedy jednak Albatros odskoczył na dystans dwóch i to już przesądziło sprawę jego triumfu 5:3. Dzięki wygranej zespół Mateusza Cholewy wskoczył do górnej połówki tabeli.

W Lidze E1 odbyły się dwa spotkania. W pierwszym z nich chcąca wykorzystać potknięcie Nie ma Lipy Husaria spotkała się z Januszami Futbolu. Piłkarsko zdecydowanie lepszym zespołem byli gracze Szkutnika, którzy długo się jednak męczyli, zanim przełamali defensywę bardzo dzielnie broniących Januszy. Dopiero w 25. minucie wyżej notowany zespół wyszedł na prowadzenie, którego jak się okazało nie oddał już do końca spotkania. Janusze byli w piątek dość skuteczni, ale niestety dla nich, tylko w destrukcji. Nie uchronili się jednak przed utratą kolejnych goli w drugiej połowie, przez co wynik spotkania tuż przed jego końcem został ustalony przez Husarię na 3:0. Zespół Szkutnika przeważał praktycznie w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła i zasłużenie dopisał do swojego konta kolejne 3 punkty, dające mu obecnie 3. pozycję w tabeli. W drugim meczu Nic się nie stało mierzyło się z Admindem. Faworytem spotkania byli zawodnicy pierwszej z ekip, która walczy o miejsce w górnej połówce tabeli. Admind będący w tabeli na ostatnim miejscu przegrał w piątek po raz 10-ty w sezonie. Nic się nie stało okazało się drużyną lepszą, dobrze wyglądało zarówno w obronie, jak i w ataku starając się grać “z klepki” i przeprowadzając sporo ciekawych akcji. Z kolei zespołowi Mateusza Zabierowskiego brakowało dokładności, dłuższe podania rzadko dochodziły, a składne kontry nie były tak liczne, by mogły przyczynić się do urwania punktów NSNS, które na boisku wygrało 6:2. Wynik ten jednak został skorygowany na korzystniejszy ze względu na występ w Admindzie niezgłoszonego do rozgrywek zawodnika.

 

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: rozmiary wygranej Klubu Sportowego z Krakoską Piłką

Ciekawostki

  • 29 zdobytych punktów to najlepszy sezonowy dorobek w historii Płaszowa
  • Husaria Kraków zanotowała 2 czyste konto w sezonie
(0 votes)