- Podsumowania
- Posted
- Read 274 times
Podsumowanie dnia/galeria - 3 czerwca
Tydzień 11 zakończyliśmy dość skromnym akcentem. W piątkowy wieczór na Parkowej odbyło się sześć spotkań – wszystkie z nich zakończyły się wygraną jednej ze stron przynajmniej trzema golami.
B1: Czyżyny – Cairo-Honda 1:5
Trudne warunki - Mecz od początku układał się z lekkim wskazaniem na Cairo-Honda, jednak wicelider rozgrywek nie mógł mówić o całkiem łatwiej przeprawie, jakiej można było spodziewać się, patrząc na dystans dzielący obie ekipy w tabeli. Czyżyny nie grały wprawdzie jakoś zjawiskowo, ale przez długi czas utrzymywały kontakt z rywalem.
Niewykorzystany karny - Jeszcze w pierwszej połowie sędzia podyktował rzut karny dla Czyżyn, którego wywalczył Yann Massoumou. Obóz rywali był jednak przekonany, że w tej, jak również kilku innych sytuacjach gracz Czyżyn sporo dołożył od siebie. Decyzja jednak zapadła, a ekipa Michała Koniecznego miała okazję z „wapna”, jednak strzał zatrzymał golkiper Cairo-Hondy. Niemniej jeszcze przed końcem pierwszej połowy musiał on wyciągnąć piłkę po raz pierwszy ze swojej siatki.
Prawie bezbłędna druga połowa - Cairo-Honda nie chciała więc tak zostawić sprawy i już w pierwszej minucie po zmianie stron strzeliła swoją trzecią bramkę. Od tego czasu formacja Pawła Anaszkiewicza kontrolowała już w gruncie rzeczy wydarzenia na boisku, choć wygraną udało się przypieczętować bramkami dopiero w końcówce spotkania. Bohaterem drużyny w czarnych strojach nie pierwszy raz był Adrian Pater.
B2: 4senal – Bishaka Kurdwanów 3:11
Ruszyli od początku - Bishaka była niezwykle pazerna w tym meczu, ale zdecydowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Doświadczona ekipa już od pierwszych minut ruszyła do ataku, chcąc niniejszym pokazać, że nie zamierza bawić się w pół-środki, tylko interesuje ich pewne, kontrolowane zwycięstwo.
Braki kadrowe - W kadrze 4senalu na to spotkanie zabrakło kilku ważnych osobistości jak chociażby Szymon Burkat, a więc najlepszy strzelec w zespole. Do tego jeden z graczy po pierwszej połowie opuścił swoich kolegów, którym przyszło do końca spotkania radzić sobie bez zmian. W konfrontacji z liderem na pewno taka sytuacja nie pomagała.
Wysoki wynik - Oczywiście Bishaka nie miała zamiaru odpuszczać mimo że mecz zdawał się być rozstrzygnięty od dłuższego czasu. Ekipa Marcina Noska nadal atakowała, a nie trzeba dodawać, że najaktywniejszy pod bramką konkurentów był oczywiście Mateusz Ziółko. On i zespołowi partnerzy ostatecznie mogli cieszyć się z dwucyfrowego triumfu.
B2: Korkociagi.com – C-Bulls 8:5
Bramki nieprzeciętnej urody - Tego wieczoru na Astor Arenie było na czym zawiesić oko. Nie dość, że spotkanie Korkociągów z C-Bulls samo w sobie było całkiem niezłe, to dodatkowo bramki, które w trakcie niego padły, były wysokiej urody. Zawodnicy obu drużyn zadbali więc, by mimo później pory żaden z kibiców nie przyciął komara.
Niespodziewany przebieg - Przed startem meczu mało kto spodziewał się, że będzie miało ono taki przebieg. Faworyzowane Korkociągi grały daleko od swojego optimum. Tymczasem zespół Kamila Cebuli, wiedząc, że mecz ten jest ich ostatnią deską ratunku, dawał z siebie wszystko. W efekcie to właśnie Byki przez pewien czas prowadziły w tym spotkaniu, zmuszając konkurentów do odrabiania strat.
Znakomita druga połowa - Drużyna Jacka Gabrysia najwyraźniej mocno poirytowała się słabymi pierwszymi 25 minutami w swoim wykonaniu. Na drugą część gry ekipa w czerwonych strojach wyszła już dużo bardziej zmotywowana, a w końcówce urządziła sobie porządne strzelanie. Nie przeszkodziła w tym nawet solidna praca wykonywana przez bramkarza rywali.
C1: Geodziki – ASTORINO 2:6
Zachowawczy początek - Początek rywalizacji nie należał do najbardziej interesujących. Obie drużyny chciały najpierw wybadać możliwości rywala, a dopiero po zebraniu danych przystąpić do gry na pełnych obrotach. Do tego momentami na murawie rządził chaos, a piłka trafiała spod jednych nóg pod drugie.
Zwrot akcji przed przerwą - Geodziki próbowały swoich sił w długich zagraniach, ale te nie przynosiły za bardzo skutku. Wobec tego to ASTORINO wywęszyło swoją szansę i przed przerwą ukuło dwukrotnie. To niewątpliwie były bramki, które odmieniły losy tej konfrontacji. Zespół Antoniego Życzkowskiego mógł bowiem z podniesionymi głowami udać się na krótką przerwę.
Dopięli swego - Po zdobytej tuż na początku drugiej połowy trzeciej bramce ASTORINO mogło nieco odetchnąć. Wobec takiego obrotu spraw w obozie Geodzików wygasła bowiem nadzieja i przez większość czasu do końca meczu gracze w żółto-czarne pasy grali już dość statycznie. Przeciwnicy nie musieli już ryzykować, więc taki wynik utrzymywał się przez długi czas. Dopiero w końcówce padło sporo goli, z czego trzy dla formalnych gości, na których to konto powędrował tego wieczoru komplet oczek.
C2: Perła Kraków – BTCH 8:3
Wysoka frekwencja - Dla niektórych piątkowy wieczór oznacza inne, nie futbolowe rozrywki. Ale dla Perły Kraków spędzenie pierwszych weekendowych godzin na boisku było najlepszym sposobem na zagospodarowanie czasu. Świadczyła o tym wysoka frekwencja w drużynie w zielonych koszulkach, która to wprowadzała rywali w niemałe zakłopotanie.
Potrzebowali czasu - Pierwsze fragmenty tej rywalizacji należały raczej do BTCH, które potrafiło długimi okresami utrzymać się przy piłce. Sęk w tym, że to na niewiele się zdawało. Ekipa w czarnych trykotach nie stwarzała większego zagrożenia pod bramką rywali i po niespełna kwadransie od pierwszego gwizdka to Perła otworzyła wynik rywalizacji.
Tylko lepiej - Z minuty na minutę Perła rozkręcała się coraz bardziej, aż wreszcie wrzuciła piąty bieg, zaczynając uciekać konkurentom. Wiele ciepłych słów można po tym meczu skierować w stronę Szymona Gucwy, który był autorem aż pięciu bramek dla Perły, z czego trzy w raptem siedem minut – ba, wszystkie po strzałach z dystansu!
D3: Socios Wisła – Big Time Kraków 0:12
Jednostronne widowisko - Kto spodziewał się wielkich emocji w tym starciu, musiał czuć się bardzo rozczarowany. Rozczarowani za to na pewno nie byli gracze Big Time’u, którzy od pierwszych minut wzięli w swoje władanie sytuację na boisku. Międzynarodowa ekipa szybko narzuciła swój styl gry, a po chwili zaczęła strzelanie.
Nic się nie zmieniło - Big Time co jakiś czas dokładał kolejne trafienia i jego sytuacja była już co najmniej komfortowa. Na przerwę Daniel Tonev i spółka schodzili przy wyniku 5:0. Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił, a jeśli już – to tylko na gorzej dla fanów Białej Gwiazdy. Ostatecznie zakończyło się na kolejnej dwucyfrówce Socios w tym sezonie.
Grupa mistrzowska - Big Time na pewno był podwójnie zmotywowany na to spotkanie. Dla nich piątkowe starcie było o być albo nie być w grupie mistrzowskiej. Finalnie, po okazałym triumfie, wielonarodowościowy skład zameldował się rzutem na taśmę w górnej połówce tabeli i powalczy o medale.
GALERIA ZDJĘĆ
